Podsumowanie roku 2017 – top 5 najlepszych i najbardziej rozczarowujących filmów i seriali zdaniem Wookiego.

Styczeń to tradycyjnie miesiąc podsumowań, tak i ja w tym roku poczułem potrzebę jakiegoś rozliczenia zeszłego roku w kontekście science-fiction z dużego i małego ekranu. Jeśli śledzicie naszą stronę, to zapewne zauważyliście, że konsumujemy naprawdę sporo seriali i filmów w naszym ukochanym gatunku, o niektórych wręcz brakuje czasu pisać na PIFKOwej stronie, więc może też i to podsumowanie jest okazją o napomknięciu tytułów godnych Waszej uwagi jak i tych przed którymi przestrzegam :). Mam też nadzieję, że narodzi się z tego nowa świecka tradycja i co roku uda mi się napisać podobny tekst. Poniżej znajdziecie moje mocno subiektywne zestawienie najlepszych i najbardziej rozczarowujących filmów i seriali science-fiction, każda z kategorii składa się z pięciu pozycji. Dlaczego akurat tyle? Ponieważ zwyczajnie bez wysiłku tyle mi się udało tytułów znaleźć w każdym ze wspomnianych aspektów, a chciałem uniknąć umieszczania jakiejś produkcji na liście „na siłę”, aby tylko dobrnąć do pożądanej liczby. Nie przeciągając więcej, zapraszam do konkretów, zaczynamy od milszych rzeczy, czyli najlepsze filmy i seriale roku 2017.

Top 5 najlepszych filmów 2017 roku.

Zacznijmy od tytułu wartego wspomnienia, który jednak nie znalazł się w najlepszej piątce. Długo o tym myślałem, jednak poziom głupot i nielogiczności w tym filmie był zbyt duży, aby mógł dostać się do ścisłej czołówki. Zasługuje jednak na tzw. honorable mention, bo mimo wszystko pozytywnie mnie zaskoczył. Mowa oczywiście o ósmym epizodzie Gwiezdnych Wojen, czyli „Ostatnim Jedi”. Może bawiłem się w kinie nieco gorzej niż przy poprzedniej części, może jest przedłużony ze zbędnym wątkiem Finna i Jar-Jar Rose, ma oczywiście mnóstwo głupich rozwiązań scenariuszowych, ale nadal wydaje się lepszy od „Przebudzenia mocy”, bo stara się chociaż być bardziej oryginalny. To wszystko spowodowało, że musiałem wspomnieć o tej pozycji w kontekście rozliczenia roku.

Miejsce 5: Thor: Ragnarok

Tytuł, którego zwyczajnie nie zdążyliśmy zrecenzować w zeszłym roku, ale oczywiście nie mogliśmy go pominąć i na jednym ze spotkań PIFKA wybraliśmy się do kina. Sam, jako umiarkowany entuzjasta komiksówek (z drobnymi wyjątkami oczywiście i może po tegorocznym zestawieniu powinienem przestać tak mówić :-P) a już na pewno antyfan poprzednich odsłon Thora, dosyć sceptycznie  podchodziłem do trzeciej części perypetii asgardzkiego bohatera. Na szczęście zmiana stylistyki, za którą odpowiedzialny jest reżyser Taika Waititi i nie oszukujmy się ogólny trend zachwytu na latami 80-tymi i 90-tymi. Cały film konwencją mocno nawiązywał do moich ukochanych Strażników Galaktyki, więc nie mogło mi się nie podobać. W jednym roku dostałem dwa filmy superbohaterskie uderzające w punkt swoją konwencją i humorem. Do tego w końcu zjadliwy Loki, rewelacyjna Hela i Arcymistrz oraz mój ulubieniec Korg :-D. Dlaczego zatem tylko na 5 miejscu? A bo film miał swoje wady, jak chociażby kompletnie nietrafiona kastingowo Walkiria (i nie mam tu na myśli koloru skóry), sama historia jakaś niepociągająca i sam Thor, jako główna postać został moim zdaniem całkowicie przesłonięty przez innych.

Miejsce 4: Ghost In The Shell

Jeden z najbardziej przeze mnie oczekiwanych filmów ubiegłego roku i jak już napisałem w naszej recenzji, nie zawiodłem się. Oczywiście mogło być dużo lepiej, nie dorównał animowanym pierwowzorom, ale przynajmniej nie było klapy. Uważam też, że to jeden z tych filmów, któremu zaszkodził słabo rozwiązany marketing oraz gównoburza w internecie. Realizacyjnie jest przepiękny i wizualnie bije go tylko kilka tytułów z tego roku (Gwiezdne Wojny i dwie pozycje wyżej na tej liście). Twórcom udało się napisać niezły scenariusz (który może nie jest tak odważny i głęboki jak pierwowzór, ale też nie jest o niczym), historia trzyma się kupy, ścieżka dźwiękowa daje radę, a dobrze dobranym aktorom chce się grać (co w dzisiejszych czasach nie jest oczywistością). Spokojnie polecam każdemu miłośnikowi science-fiction, nie tylko fanom anime.

Miejsce 3: Blade Runner 2049

Kolejna pozycja z moich wielkich oczekiwań roku 2017. Drżałem mocno przed tym filmem, bo reżyserował go Dennis Villeneuve, który póki co mnie nie zachwycił, a już na pewno nie „Nowym początkiem”, który zwyczajnie spieprzył. A teraz nie dość, że miał na barkach kontynuację jednego z najbardziej kultowych dzieł science-fiction w historii, to na horyzoncie jest jego praca nad ekranizacją mojej ukochanej „Diuny”. Dlatego nowy „Łowca Androidów” był dla niego podwójnym sprawdzianem, który wydawało mi się, że nie jest wstanie pozytywnie przejść. Na szczęście się bardzo pomyliłem. Film mnie totalnie wciągnął swoją atmosferą. Wbił mnie w fotel do takiego stopnia, że po miesiącu zastanawiania się, co napisać w recenzji, ostatecznie nie byłem w stanie jej napisać. Film jest długi, majestatyczny, leje się spokojnie po ekranie – kompletne przeciwieństwo obecnego hollywoodzkiego trendu i nie zrozumcie mnie źle, to jest ogromny komplement. To po prostu pasowało do całej historii. Czy druga część udźwignęła to ogromne brzemię bycia sequelem TEGO „Blade Runnera”? Chyba jednak nie do końca, ale też po jednym seansie nie czuję się jeszcze do ostatecznie na siłach, aby oceniać ten tytuł. Muszę przynajmniej jeszcze raz go obejrzeć, aby ostatecznie się wypowiedzieć (może wtedy doczekacie się recenzji ;-)) Na chwilę obecną mogę na pewno powiedzieć, że „Blade Runner 2049” jest rewelacyjnym filmem, który na dodatek świetnie zrealizowano i cieszę się, że reżyser miał sporo wolnej ręki podczas produkcji. Niestety w przypadku tego filmu marketing był jeszcze gorszy niż w „Ghost in the Shell” i prawdopodobnie dlatego okazał się on klapą finansową. Kto go jeszcze nie widział chociażby z takiego powodu, musi jak najszybciej naprawić ten błąd. Pozycja obowiązkowa!!

Miejsce 2: Logan

Wiem, wysokie miejsce komiksówki u kolesia, który zarzeka się, że komiksówek nie lubi. No cóż, dobry film to dobry film bez szufladkowania, a Logan mnie po prostu zachwycił. Tak, film jest brutalny i ciężki, ale ma coś w sobie, że mnie totalnie urzeka. Film długo mnie trzymał, wystarczy powiedzieć, że po seansie w kinie, byłem pod takim wpływem tego tytułu, że obejrzałem wszystkie filmy z rodziny X-Menów. A wersję na blue-ray’u nabyłem jak tylko pojawiła się w sprzedaży. Świetna reżyseria – kredyt zaufania dla od wytwórni się opłacił, słuszna decyzja o kategorii wiekowej, fenomenalne aktorstwo i nienaganna historia. To wszystko sprawia, że nasz stary dobry rosomak doczekał się godnego pożegnania i to bez jakiegoś kosmicznego budżetu i wielkich fajerwerków i wodotrysków. Przejmująca historia, dobrze zagrana i wyreżyserowana obroni się po prostu sama.

Miejsce 1: Strażnicy Galaktyki vol. 2

Król jest tylko jeden 🙂 i to w roku, gdzie swoje premiery miał i nowy Blade Runner i nowy Obcy i aktorski Ghost in The Shell. Co tu dużo mówić – z kina w zasadzie wyszedłem obolały od śmiechu. ruga część mnie nie zawiodła w żadnym, najmniejszym nawet aspekcie – dostałem to na co czekałem, a na koniec niech tylko zacytuje moje podsumowanie z naszej recenzji tego filmu:

Ocena ‚Strażników Galaktyki vol. 2’ to już czysta formalność. Nie śmiałem się w kinie tak mocno od czasów Deadpoola, więc nie mogę tego filmu ocenić niżej niż 9/10. Rewelacyjna robota – dobry, nieprzekombinowany scenariusz, pomysł reżysera na film, świetne aktorstwo, solidna realizacja audiowizualna. Moim zdaniem obowiązkowe dla każdego miłośnika science-fiction. U mnie spokojnie znajduje się w top 5 filmów komiskowych. [wszechczasów – przyp. autora]

Top 5 najlepszych seriali 2017 roku.

W tym przypadku też nie obejdzie się bez honorable mentions. 2017 to był chociażby rok kulminacyjny współpracy Marvela i Netflixa. Dostaliśmy „Iron Fista”, „Defendersów” a na koniec jeszcze „Punishera”. O tych dwóch ostatnich tytułach warto wspomnieć, bo to całkiem udane produkcje. Na nowojorskich, serialowych, pomniejszych avengersów czekali chyba wszyscy miłośnicy Daredevila, Luke’a Cage’a czy Jessiki Jones. „Defenders” wyszli całkiem przyzwoicie, a ich siłą jest chemia między postaciami. Podobnie „Punisher”, gdzie zarówno sam Frank Castle, jak interakcja jego i jego siedekicka mocno dźwigała całą produkcję. Obie produkcje nie są jednak bez wad – czasami mogły się dłużyć, czasami czegoś brakowało, no nie było tutaj żadnego efektu wow i powiewu świeżości, dlatego nie udało im się zakwalifikować do pierwszej piątki. A co z Iron Fistem zapytacie? Polecam czytać ten artykuł dalej ;-). Nie mogę też nie wspomnieć o trzecim, finałowym sezonie „Leftovers”(„Pozostawieni”) – mało docenionym jak i mało znanym serialem, który zasługuje na wszelkie słowa pochwały. Jest to bardzo specyficzna produkcja spod ręki Damona Lindeloffa i Toma Perrotty (autora książkowego pierwowzoru), gdzie przedstawiono ludzi radzących sobie po tajemniczym zniknięciu 2%  światowej populacji. Nie ma tam wiele science-fiction, nie ma wiele akcji, nie ma nawet próby wyjaśnienia tego co się tak naprawdę stało. Fabuła jest nastawiona na tym jak tytułowi pozostawieni radzą sobie ze zniknięciem swoich bliskich. Trzeci sezon to zamknięcie całej historii, nadal całość trzyma poziom, jednak po pierwsze żal, że to się kończy, jak i sama historia jest dla mnie już mniej dramatyczna i wciągająca niż dwa poprzednie sezony, nadal jednak warto się wen temat zagłębić – po prostu w tym roku były (minimalnie) lepsze produkcje. Jeśli ktoś nie miał nigdy styczności z tym serialem polecam cały bardzo gorąco, to tylko około 30 odcinków, a odcinek w „hotelu” z końcówki drugiego sezonu to po prostu petarda i totalny odjazd.

Miejsce 5: The Orville Sezon 1

O dziwo jedyna nowość w całym zestawieniu serialowym i to umówmy się dość przebojem się tutaj wdarła. Jak można spokojnie wyczytać z naszych recenzji poszczegółnych odcinków, mimo lżejszego podejścia do tematu space opery, bije z tego serialu na każdym kroku duch Star Treka. Ogląda się każdy odcinek z ogromną przyjemnością. Tematy podejmowane tutaj wbrew pozorom nie są błahe, podobnie jak to miało miejsce w starych dobrych jeszcze serialach spod szyldu Gwiezdnej Wędrówki. Realizacyjnie również  nie można się do niczego przyczepić. Dobre efekty specjalne, rewelacyjna charakteryzacja, aktorstwo na poziomie oraz radujące starego geeka występy gościnne. Niczego więcej nie potrzeba, a jeszcze humor z odcinka na odcinek robił się coraz lepszy. Jednym słowem odkrycie roku 2017, polecam każdemu fanowi klasycznego serialowego science-fiction.

Miejsce 4: Stranger Things Sezon 2

No cóż, tak jak „Orville” był zaskoczeniem i rewelacją roku 2017, tym samym pierwszy sezon Stranger Things był dla roku 2016. Nie ukrywam, że obawiałem się, że bracia Duffer rozmienią nieco na drobne sukces pierwszej serii i z obawą siadałem do drugiego sezonu historii o małym miasteczku Hawkins w Indianie i jego mieszkańcach. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne, a nowe odcinki nadal trzymały poziom. Dostaliśmy bardzo dobry ciąg dalszy perypetii naszych ulubionych bohaterów. Dlaczego więc tak nisko w rankingu? Ano przede wszystkim dlatego, że minął już efekt świeżości. W zeszył roku, pierwszy sezon pewnie walczyłby o pierwsze miejsce. Tym razem „zaledwie” pozycja numer cztery. Wpłynęło też na to kilka na chwilę obecną zbędnych wątków, które pojawiły się w drugim sezonie – mowa tu głównie o wątku Jedenastki w Chicago. Spodziewam się jednak, że jest to pewne scenariuszowe wyjście do wydarzeń, których będziemy świadkami w kolejnej serii. W każdym razie, jeśli komuś podobał się pierwszy sezon, powinien obowiązkowo obejrzeć też i zeszłoroczne epizody.

Miejsce 3: Rick and Morty Sezon 3

Nie mogło być inaczej. Rick i Morty to w ogóle wielkie moje odkrycie zeszłego roku, które wbiło się do mojej osobistej czołówki najlepszych seriali animowanych dla dorosłych. Ogromna liczba nawiązań do popkultury (głównie oczywiście do tytułów science-fiction), rewelacyjny humor i pomysły tak z kosmosu, że szczęka opada. Trzeci sezon na dodatek jeszcze bardziej podbija stawkę, a odcinek „Pickle Rick” to jest po prostu arcydzieło!! Fakt, że na kolejny sezon będzie trzeba czekać długo, ale jeśli jest to cena za taknietuzinkowe pomysły na odcinki, to jestem gotów ją zapłacić bez wahania. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to produkcja dla wszystkich, jednak jeśli jesteś miłośnikiem South Parka, Futuramy czy Family Guya, to Rick And Morty prawdopodobnie też ci się spodoba.

Miejsce 2: Black Mirror Sezon 4

Przyznam, że dwa ostatnie miejsca to była walka do ostatniego metra. Ostatecznie czwarty sezon Black Mirror przegrał o włos. Myślę, że tego serialu przedstawiać nikomu nie trzeba – rewelacyjna antologia science-fiction poruszająca bardzo aktualne tematy, dająca do myślenia, niemalże wwiercająca się w mózg. Najnowsza seria raczej nie zawodzi, jednak z drugiej strony zawiera w sobie moim zdaniem najsłabszy jak do tej pory odcinek „Metalhead”, który tak naprawdę uważam, że nie powinien znaleźć się w tym serialu. Odbiega on mocno jakościowo i treściowo od pozostałych odcinków i prawdopodobnie właśnie przez niego „Czarne Lustro” to tylko drugie miejsce 2017 roku. Z drugiej jednak strony pozostałe odcinki są super, a „USS Calister” i „Black Museum” to prawdziwe perełki. Lektura obowiązkowa każdego geeka, tym bardziej, że to za zaledwie sześć odcinków.

Miejsce 1: Expanse Sezon 2

Tak, „Expanse” całkowicie zasłużyło sobie na pierwsze miejsce. Drugi sezon po prostu wrył mnie w fotel. Fabuła stała się bardziej zwarta, konkretna, a poziom aktorstwa na szczęście się podniósł. Do tego te rewelacyjne dwa pierwsze odcinki. Dla mnie serial już zasłużył na miano jednej z najlepszych space oper wszech czasów i można spokojnie wymieniać go jednym tchem wraz z takimi tytułami jak „Star Trek”„Battlestar Galactica”, „StarGate”, „FireFly” czy „Babylon 5”. Jeśli sezon trzeci będzie utrzymywał taki progres, to nie wiem, czy przeżyję go do końca 😛

Top 5 filmowe rozczarowania 2017 roku.

Miejsce 5: Mroczna Wieża

Nie jestem jakimś wielkim fanem Stephena Kinga, sagi nie czytałem i może dlatego takie niskie miejsce na tej wstydliwej liście. Problem jednak z tym filmem jest taki, że moim zdaniem kompletnie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Oglądało się go nawet i dobrze, jednak wyszedłem z kina z poczuciem, że czegoś mi tutaj brakowało. Nie było tu głębi przedstawionego uniwersum, a przecież to miał być pierwszy film z całej serii. Sama historia była nijaka i w zasadzie po pół roku od obejrzenia tego „widowiska” nie utknęło mi w pamięci nic ciekawego dotyczącego tego filmu. Biorąc pod uwagę potencjał i nadzieję jaką miałem, że film da radę, musiał się on znaleźć w tym zestawieniu.

Miejsce 4: Wonder Woman

Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo rozczarowanie jest na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim jestem rozczarowany podejściem do tego filmu całej opinii publicznej, która traktuje go jak świętą krowę z dwóch powodów – po prostu DC musiał mieć dobry film, po tylu porażkach do tej pory, a po drugie, przecież nie można było źle mówić o filmie wyreżyserowanym przez kobietę i mówiący o silnej kobiecie, bo to byłoby takie niepoprawne politycznie. A ja pytam się co mnie to obchodzi kto to reżyserował i o kim jest ten film? skoro reżyseria jest średnia, a aktorstwo pani Gal Gadot tak mierne, że szkoda gadać, co z resztą potwierdziła w „Lidze Sprawiedliwości”. No właśnie i to jest da ruga płaszczyzna, na której zawodzi to filmidło. Jest bardzo, ale to bardzo przeciętne. Historia słaba, o aktorstwie już wspominałem, główny czarny charakter to już jakiś totalny żart. Nie ma się tutaj czym zachwycać, a hype na ten film był totalnie kosmiczny.

Miejsce 3: Valerian

Tej pozycji chyba nie trzeba wielce tłumaczyć. Ten film był po prostu słaby. Świetnie wyglądał, odpowiadał za niego mistrz Luc Besson, ale zwyczajnie nic tutaj nie zagrało. Tak już filmów się po prostu nie robi, a największym rozczarowaniem jest to, spod czyjej ręki ten marny tytuł wyszedł.

Miejsce 2: Wojna o Planetę Małp

Jedne z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów w 2017 roku. Poprzednie części nowej trylogii Planety Małp mnie naprawdę urzekły. Świeże podejście, brak pompatyczności i niepotrzebnych wodotrysków. Wstyd się przyznać, ale poprzednich części nie udało mi się zobaczyć w kinie i tym razem stwierdziłem, że nie odpuszczę. Aj, jaki byłem głupi. NIe dość, że zwiastuny zwyczajnie oszukiwały widzów, to sam film jest po prostu głupi. Mnóstwo nielogiczności to już jest masakra w filmie tej klasy, ale do tego takie prostolinijne, wręcz kalki symboliczne są już niedopuszczalne, a na dodatek nie było tam żadnej wojny!! Ogromna porażka i tylko fakt, że jest tytuł, który skrewił w 2017 jeszcze bardziej, uratowały małpiszony przed niechlubnym pierwszym miejscem. Naprawdę nie oglądajcie tego gniota, szkoda Waszego czasu.

Miejsce 1: Obcy: Przymierze

Co tu dużo pisać… Ridley Scott narozrabiał. I tak jak epickie filmy potrafi zrobić, tak też epicko nabroił. Co ja w ogóle w tym kinie zobaczyłem? Scenariusz to jest jawna kpina. Załoga tytułowego Covenanta to zbiór największych idiotów jakie Ziemia wydała na świat w danym momencie. Oprócz strony wizualnej, nic w tym filmie nie trzymało się kupy. Potworne, naprawdę potworne a na dodatek wyszło spod ręki mojego mistrza Ridleya Scotta. Do teraz w zasadzie trzyma mnie wnerw na to co zobaczyłem. Nie oglądać, nie wspominać, zapomnieć!

Top 5 serialowe rozczarowania 2017 roku.

Miejsce 5: Pozostawieni (Leftovers) Sezon 3

Pewnie jesteście trochę zaskoczeni dlaczego serial, który tak chwaliłem znalazł się w tym zestawieniu. Spokojnie, zdania nie zmieniam, nie mam też rozdwojenia jaźni, serial jest naprawdę godny polecenia i oceniam go bardzo wysoko. Rozczarowały  mnie natomiast dwie rzeczy związane z trzecim jego sezonem. Po pierwsze lekki zawód czuję, ponieważ to już koniec „Pozostawionych”, była to seria finałowa. Szkoda, bo moim zdaniem ani formuła się nie wyczerpała, a sam temat i podejście do niego bardzo ciekawe. Przez to, że produkcja tego tytułu została zakończona, scenarzyści zdecydowali się również na pewne wyjaśnienia i rozwiązanie głównego motywu, czyli co się stało ze zagubionymi 2% ludności. Problem w tym, że rozwiązanie jakie przedstawili nieco mnie zawiodło i liczyłem na jednak mniej prostolinijne, rozbudowane wyjaśnienie, które widz mógłby śledzić przez przynajmniej jeszcze jeden sezon 🙂

Miejsce 4: Incorporated Sezon 1

Zapewne niewielu z Was ten tytuł cokolwiek powie i w zasadzie bardzo dobrze :-P. Serial osadzony w niedalekiej przyszłości przedstawia dystopijne społeczeństwo, gdzie pracownicy światowej korporacji są obywatelami uprzywilejowanymi, reszta populacji jest traktowana jak zwykły motłoch. Na papierze wygląda wszystko nawet ciekawie, do tego producentami wykonawczymi byli Matt Damon i Ben Affleck. Problem w tym że było to wszystko takie miałkie i słabe scenariuszowo, aktorsko i ogólnie realizacyjnie, że przebrnąłem jedynie przez odcinek pilotowy. Moim zdaniem zmarnowany potencjał całkiem niezłej produkcji.

Miejsce 3: Iron Fist Sezon 1

Bardzo czekałem akurat na ten serial tandemu Marvel-Netflix. Kultura wschodu, dużo walki wręcz, patrząc na to jak zrealizowano poprzednie seriale z uniwersum Marvela w stajni Netflixa, spodziewałem się prawdziwej petardy. Niestety spotkał mnie spory zawód – sceny walki, które powinny być motorem tej produkcji ssą na całego i nie przypominają niczym rewelacyjnych sekwencji znanych chociażby z Daredevila. Do tego sam główny bohater jakiś bez wyrazu, przesadnie infantylny i niewiarygodny. W zasadzie niewiele w tym serialu grało. Na szczęście „Defenders” i „Punisher” pokazali, że „Iron Fist” to tylko był wypadek przy pracy i liczę, że drugi sezon perypetii Danego Randa nie znajdą się w tym rankingu w przyszłym roku.

Miejsce 2: Legion Sezon 1

Wielu pewnie zdziwi umieszczenie Legionu na tej liście, na dodatek tak wysoko. Przykro mi, ale do mnie niestety ten serial kompletnie nie trafił. Hype na ten tytuł był ogromny, zachwyt recenzentów z każdej strony ogromny. Ja natomiast nie do końca rozumiem to zjawisko. To znaczy doceniam aspekt aktorski tej produkcji. Natomiast konwencja jaką przyjęli twórcy i to na dodatek w serialu o X-Menach jest dla mnie nie do przyjęcia i kompletnie tu nie pasuje. To co dla wielu jest właśnie atutem Legionu, dla mnie jest tym, co spowodowało, że znalazł się w tym zestawieniu. Zamiast tytułu o mutantach, dostajemy ostro pojechany dramat psychologiczny, który jest mi w takich realiach ciężko brać na poważnie. Będę miał problem, aby zmusić się do obejrzenia kolejnego sezonu.

Miejsce 1: Star Trek: Discovery Sezon 1

Czytając nasze recenzje poszczególnych odcinków nowego Star Treka mogliście się tego spodziewać. Serial jest totalnym rozczarowaniem pod wieloma względami. Po pierwsze brak w nim ducha Star Treka. Po drugie, twórcy postanowili zniszczyć 50-letnie uniwersum swoimi rozwiązaniami fabularnymi – grzybowy napęd, zmienieni Klingoni i Mirror Universe, jednym słowem plucie na kanon. Ma się wręcz wrażenie, że najpierw ktoś napisał serial science-fiction (średni, umówmy się) a później jakoś załatwił sobie prawa do doklejenia szyldu Star Trek do tytułu tego potworka. Nie ma tu praktycznie nic, co znamy ze Star Treka: brak wyrazistych postaci, brak ważkich problemów, brak podparcia naukowego do nowinek technicznych, brak solidnego scenariusza. Wszystko to sprawia, że dostaliśmy średni serial science-fiction, który przy okazji rozsadza jedno z najbardziej rozpoznawalnych i najstarszych uniwersów science-fiction. Totalna porażka.