Star Trek TOS: The Cloud Minders – recenzja (odcinek 3×19)

Tym razem Enterprise ma wyjątkowo łatwą misję. Ma bowiem zabrać z planety Ardana surowiec o nazwie Zenite który pomoże przy biologicznym skażeniu na planecie Merak III. Tu warto zaznaczyć, że Ardana nie jest członkiem Federacji i wyświadcza tejże przysługę. Jednak po przybyciu na miejsce okazuję się, że ta banalna na pozór misja ma swoje komplikacje. Zacznijmy od tego jak wygląda życie na Ardanie. Mamy tu miasto w chmurach (hmm coś mi się kojarzy…) gdzie mieszkają sami artyści. A drugą kastą są Tryglyci, którzy wydobywają drogocenny gaz o nazwie Zenite. Czyli mamy miasto w chmurach i kopalnię gazu. Serio mam skojarzenia z pewną inną sagą. Myślą, że ciąg dalszy fabuły nikogo tutaj nie zaskoczy. Troglyci chcą uwolnić się z jarzma artystów a tym ostatnim pasuje uświęcony stan rzeczy. Co jednak ciekawe nieobrobiony gaz który troglyci wydobywają ma na nich niekorzystny wpływ. Są przez to głupsi i bardziej porywczy. Sytuację ratuje oczywiście Kirk, który wbrew rozkazom Federacji postanawia udowodnić artystom jak działa ten gaz. I udowadnia to na samym sobie. Odcinek zasadniczo do obejrzenia i zapomnienia jednak jedna rzecz dość mocno przykuła mą uwagę. Co prawda to Kirk ląduję w łóżku z jedną z przeciwniczek (cóż za niespodzianka), jednak córka zarządcy miasta w chmurach zadurzyła się w Spocku. I to jest o tyle zaskakujące, że ze wzajemnością. Może nie miłość ale jakieś zadurzenie tu było na pewno. Spock nawet jej postanawia opowiedzieć o wolkańskim systemie rozrodczym co lekko kłóci się z odcinkiem „Amok time” kiedy z oporami zdradził to Kirkowi. Tu pada nawet sugestia, że piękna kobieta może zaburzyć rytm siedmioletni. To dość dziwny zabieg scenarzystów, dość mocno zmieniający charakter tej postaci bo dotychczas żaden był z niego amant. Nie bardzo wiem skąd ten pomysł i mam co do niego mieszane uczucia.