Kosmos 1999: The Rules of Luthon – recenzja (odcinek 2×07)

No w tym odcinku jasno widać, ze scenarzyści doszli do wniosku, że należy się wzorować na czymś lepszym niż ich produkcja. Padło na Star Trek i legendarny odcinek „Arena” podczas, którego James T. Kirk walczył na śmierć i życie z niejakim Gornem zmuszony przez inną rasę. Tutaj mamy małe odstępstwa od oryginału. Na planecie ląduje Koening i Maya. Tam badając roślinność, dowódca zjada jakiś owoc a Maya zrywa kwiatek. No i się zaczyna. Okazuję się, że na tej planecie rządzą rośliny a oni właśnie zamordowali parę z nich. Karą za taki czyn jest śmierć. Jednak ponieważ akurat w pobliżu była jeszcze inna trójka  zbrodniarzy, władcy Luthona postanawiają zorganizować sobie ichnie igrzyska śmierci. Następnie przez 40 minut widzimy gonitwę po lasach o walkę na śmierć i życie. Rzecz jasna kończy się tak, że Koenig oszczędza swego przeciwnika i władcy Luthona ich wypuszczają. Nie wszystko tu jest złe. Sam motyw myślących roślin jest intrygujący a moment w którym widzimy miejsce gdzie odbyła się ostateczna bitwa o planetę jest naprawdę fajny. Wyobraźcie sobie kilkanaście szkieletów zwierząt owiniętych roślinami. No to pobudza wyobraźnię. Jednak umówmy się cały odcinek powinien skończyć się w 15 minut bo przecież po stronie Koeninga jest Maya. A przypominam, że jest ona metamorphem więc wystarczyło zmienić się w takiego T-Rexa i pozamiatać przeciwnikami. Oczywiście Koening stwierdza, że żądne zwierze nie da rady ich przeciwnikowi co już jest mega głupie. Głupsze jest tylko fakt, że na czas walki władcy Luthona sprawiają, że planeta znika. Ech. Jest to nędzna kopia legendarnego ale też nie najwyższych lotów odcinka Star Treka. No słabo panowie scenarzyści, słabo.