Kosmos 1999: One moment of Humanity ? recenzja (odcinek 2×03)

Tym razem doje członków załogi (Paul i Helena) zostają porwani na pobliską planetę. Początkowo wydaje im się, że rozmawiają mieszkańcami planety a usługują im roboty. Co ciekawe okazuję się, że jest odwrotnie. Już tłumaczę. Cywilizacja która tam istniała stworzyła roboty które się samo doskonaliły aż przybrały formę łudząco podobną do naszej to znaczy humanoidów zamieszkujących tę planetę. Ponieważ te roboty wszystkiego uczyły się przez naśladownictwo to nie znają takich pojęć jak miłość i nienawiść skutkiem czego nie mogą zabić swoich twórców. Porwanie Heleny i Paula ma na celu doprowadzenie do agresji i nauczenie się jej. No muszę przyznać, że ten pomysł mnie zaintrygował. Ciekawa jest też pomysłowość robotów aby sprowokować naszych dzielnych załogantów. Zaczynają od wyzwisk, potem tworzą dokładna kopię Alphy aby wytworzyć w tej dwójce napięcie i poczucie lęku. Kiedy jednak to nie działa, sięgają po naszą sztukę. W sumie ciekawie wyszło, że nasza sztuka opiera się na przemocy (szkoda, że roboty nie znalazły „Krecika” bo by uznały, że przemoc jest nam obca). I tak przy pomocy sztuki „Otello” wpadają na kolejny pomysł. Ponieważ Koening na proste pytanie: kto kocha Helenę odpowiada jeszcze prościej: „ja” i do tego „sprzedaje” kolegę Paula stwierdzając iż kocha on Maye roboty wpadają na pomysł wywołania złości przy pomocy zazdrości co im się udaje ale niestety jeden z robotów zakochał się też w Helenie i dlatego wszystkie maszyny się unieruchamiają. No i co mam wam powiedzieć. Oglądało mi się to dobrze do momentu gdy gdy zaczęli opowiadać o miłości jakby sprzedawali bułki. Trzeba też zauważyć, że przemiana doktor Russel w niezbyt ogarniętą panienką trwa, a pierwsza scena odcinka pokazuje szykowanie się do balu przez Maye i Helene. No tak w sumie na takiej stacji bale muszą się odbywać dość często…Mimo to oglądało się ten epizod przyjemnie.