Star Trek TOS: Plato’s Stepchildren – recenzja (odcinek 3×12)

Kolejny odcinek w którym załoga Enterprise przybywa na wezwanie o pomoc i zostaje schwytana. Serio, mogliby już na to wpaść, że zazwyczaj tak to się kończy :). Niestety tym razem scenarzyści postanowili pójść po łatwiznę. W ten sposób rasa, która pojmuje Kirka, Spocka i McCoya (tym razem nikt nie ginie) była obecna na Ziemi w czasach starożytnej Grecji i pobierała nauki od Platona. Nie wiem dlaczego twórcy uczepili się tej starożytnej Grecji. Mieliśmy już Apolla z wielką zieloną ręką a teraz mamy całą zgraję mędrców i uczniów Platona. Co prawda oni nie mieli boskich mocy, uzyskali je dopiero gdy wylądowali na tej oto opuszczonej planecie. Postanowili więc wdrożyć w życie ideały Platona ale trochę je wypaczyli a głównym obiektem ich kpin i nękań został niejaki Alexander, karzeł nie posiadający nadludzkich mocy. Po tym zaś jak McCoy wyleczył króla Platonian postanowili, że potrzebny im jest doktor i nie oddadzą McCoya. Dalej mamy ciąg wygłupów, to znaczy rzeczy do których Kirk i Spock, a potem również Uhura i siostra Chappel zostaja zmuszani. Są dziwne tańce, zmuszanie Spocka do emocji a nawet do pocałunków. Oczywiście nasza ekipa szybko sobie radzi z problemem i sami uzyskują supermoce a Alexander odlatuje z planety Platonian. Odcinek oglądało mi się źle. Był wtórny, nieciekawy i irytujący z pomysłem o Platonie. Generalnie w całym odcinku przewija się motyw akceptacji dla innych, słabszych istot od nas. Jednak trzeba tu zauważyć, że jest to odcinek bardzo ważny. Może nie dla uniwersum Star Trek, tylko dla amerykańskiej telewizji. Otóż to właśnie w tym odcinku, po raz pierwszy pokazano pocałunek pomiędzy białym mężczyzną a czarnoskórą kobieta. To po raz kolejny udowadnia, że Star Trek był produkcją nowatorską i wyprzedzającą swoje czasy. Co prawda, prawdopodobnie właśnie ten moment dość mocno przyczynił się do anulowania serialu. Cóż, może to był zbyt śmiały motyw jak na tamte czasy?