Star Trek TOS: The Empath – recenzja (odcinek 3×08)

Kirk ma za zadanie ewakuować placówkę, z planety która niedługo zostanie zniszczona przez wybuch supernovej. Niestety nikogo tam nie zastaje a co gorsza zostaje porwany wraz ze Spockiem i McCoyem do podziemi gdzie spotykają przedstawicieli dziwnej rasy oraz nic nie mówiącą empatkę, która chętnie leczy rany Kirka. Jak się potem okazuję ta empatka jest przedstawicielką pewnej rasy i jej zadaniem jest się nauczyć ludzkich odruchów takich jak: wola przetrwania czy chęć niesienia pomocy. Najważniejszą rzeczą zaś, którą ma poznać jest poświecenie. Tak więc nasza legendarna trójka siedzi niczym myszy w klatce i nieświadomie poddaje się badaniom i uczy tajemniczą empatkę. Gdy ona waha się czy poświęcić swoje życie za McCoya sytuację ratuje Kirk swoją płomienną przemową. Zasadniczo scenarzyści chcieli prawdopodobnie pokazać nam tutaj przyjaźń naszej trójki i ich zdolność do poświęceń. Niestety wyszedł odcinek nudny, nieciekawy taki do obejrzenia i zapomnienia. Niestety nie dowiemy się nic więcej o tej tajemniczej rasie badaczy ani o empatce a szkoda bo mogłoby to być ciekawe. Podobała mi się za to scena „utarcia nosa” Spockowi, że tak wysoko rozwinięta cywilizacja doceniał wagę ludzkich emocji, którymi on gardzi. Co gorsza w tym odcinku jak w żadnym, wyraźnie widać , że kończyły się pieniądze na serial. Większość scen jest kręcona na totalnie ciemnym tle przez co czułem się trochę jakby oglądał teatr telewizji (tak pamiętam go ;). no nic tak jak mówiłem, odcinek do zapomnienia.