Star Trek TOS: And the Children Shall Lead ? recenzja (odcinek 3×05)

Tym razem trafił nam się odcinek na kształt horroru. Wszystko zaczyna się od tego, że USS Enterprise przybywa na wezwanie ludzkiej kolonii. Na miejscu zaś okazuję się, że wszyscy dorośli popełnili samobójstwo a przeżyły tylko dzieci. Na planecie Kirk odczuwa dziwny niepokój zwłaszcza w tajemniczej jaskini. Oczywiście zabierają dzieci na pokład statku (które to dzieci nie odczuwają żalu z powodu śmierci rodziców). Na statku Kirk próbuje wybadać delikatnie młodzież co też się wydarzyło na powierzchni planety. Jednak doprowadza tym, do ich irytacji, a oni zaś przy pomocy lekko przerażającej piosenki przywołują ducha wymarłej rasy, która pragnie siać zniszczenie. Dzieciaki przy jego pomocy przejmują dowodzenie nad Enterprise wykazując przy tym sporą inwencję. Potrafią bowiem na przykład zahipnotyzować sternika aby wydawało mu się, że ciągle jest na orbicie planety, podczas gdy statek leci już w kierunku ludzkiej kolonii. Potrafią również uwolnić „bestię” każdego z nas czyli najbardziej skrywane lęki. Wydawać by się mogło, że tym razem kapitan Kirk nie podoła wyzwaniu jednak wpada on na dość ciekawy pomysł. Wzywa on bowiem ducha, który niewiele znaczy bez dzieci, a im pokazuje filmiki z planety, na których radośnie bawią się z rodzicami. Widzimy pikniki, grę w piłkę a potem nagle, bez ostrzeżenia widzimy groby rodziców. Muszę przyznać, że jest to bardzo przejmująca scena, gdy dzieci nagle rozumieją co straciły i odwracają się od ducha. Odcinek ciekawy, intrygujący i skłaniający do myślenia. Sam zacząłem się po tym odcinku zastanawiać co poczuje moje dziecko, gdy odejdę a epizod uświadamia nam jak ważne są szczęśliwe momenty w życiu.