Kosmos 1999: End of Eternity – recenzja (odcinek 1×16)

Kolejna przygoda załogi bazy księżycowej przynosi nam nudę. Tym razem nawet nie jest głupio czy bezsensownie. Ten epizod jest nijaki a nawet pozbawiony potencjału, który był widoczny w niektórych poprzednich odcinkach. Tym razem dzielna załoga wysadza drzwi na dziwnej asteroidzie i uwalnia z jej wnętrza kosmitę. Ten zaś okazuje się nieśmiertelnym psychopatą, który znajduje uwielbienie w zadawaniu bólu i cierpienia. Może i by coś z tego było gdyby nie tak oczywista oczywistość, że kosmita jest zły, że aż zęby bolą. Do tego nie wiadomo dlaczego w scenie walki obcego z naszymi puszczają nam melodię z cyrku co sprawia, że ten fragment wygląda jak część Monty Pythona. Co prawda skojarzyło mi się to z filmem”Mechaniczna Pomarańcza  i słynną sekwencją gwałtu ale z całym szacunkiem. Nikt tutaj nie jest Kubrickiem. Ogólnie odcinek nudny, nieciekawy i do zapomnienia. Ciekawa mogła by być planeta pełna nieśmiertelnych, to jakie stworzyli społeczeństwo. No ale jak zwykle scenarzyści wiedzą lepiej. Tym bardziej, że nie zapominajmy mamy rok 2799. Zamiast tego nudnego wątku mogli nam dać na przykład ziemską ekspedycje ratunkową. No ale być może za dużo wymagam.