Star Trek TOS: Elaan of Troyius – recenzja (odcinek 3×02)

W tym odcinku mam wrażenie, że scenarzyści nie mogli się zdecydować co chcą nam pokazać. Fabuła jest taka: na Enterprise przebywa ambasador planety Troyius, którego zadaniem jest przygotować członkinie rodu królewskiego, niejaka Elaanę do zamążpójścia co przypieczetuje pokój miedzy tymi dwoma rasami. W tym momencie mamy taki typowy odcinek dyplomatyczny. Jednak scenarzyści postanowili dołożyć jeszcze motyw „poskramiania złośnicy”. Rzecz jasna złośnicą jest Elaana poskramiaczem sam Spock. No dobra jajcuje wiadomo, że poskramiaczem jest James T. Kirk, którego metody są delikatnie mówiąc nie dyplomatyczne. Tutaj mamy do czynienia z czymś na kształt komedii romantycznej…Potem okazuję się, że Elaana ma magiczne łzy i jeśli jakiś mężczyzna ich dotknie nie potrafi jej odmówić. Rzecz jasna dotyka ich Kirk i teraz mamy do czynienia ze złą manipulatorką…A ponieważ scenarzyści uznali, że jest tych wątków zbyt mało to dodali jeszcze Klingonów, którzy nie chcą pokoju między dwoma rasami i planują doprowadzić do porażki Federacji i w tym celu umieszczają swojego szpiega na pokładzie Enterprise. Czyli dla odmiany wątek szpiegowski. Czy ten miszmasz ogląda się dobrze? Niestety nie. Jest tutaj mimo natłoku wydarzeń, zwyczajnie nudno. Jedno co jest interesujące w tym odcinku to motyw o tym, że Kirk bardziej kocha Enterprise niż jakąkolwiek kobietę. Nawet magiczne łzy nie są w stanie  zachwiać uczucia do Enterprise. To jest bardzo ciekawe tym bardziej, że wydaje się to w miarę spójną wizją naszego kapitana. Widzieliśmy, przecież nie raz jak to stawiał dobro Federacji i statku nad swoje. A często słyszymy jak narzeka na ten fakt i stwierdza, że stracił coś ważnego w życiu. Tak to jedyny pozytyw tego odcinka.