Kosmos 1999: Death’s Other Dominion – recenzja (odcinek 1×14)

Drażnią mnie scenarzyści tego serialu. Wpadają oni na całkiem ciekawy pomysł, ale postanawiają go urozmaicić, skutkiem czego otrzymujemy coś w kształcie tego odcinka. Wyjściowa idea jest mega ciekawa. Na planecie Thule (wyglądającej niczym Hoth) żyją ludzie. Załoga statku mającego na celu zbadać Uran trafiła w to wyjątkowo nieprzyjemne miejsce. Co najciekawsze, okazuję się, że planeta ta, ma niesamowite właściwości. Mianowicie, zatrzymuje ona proces starzenia przez co ci ludzie są nieśmiertelni a ich naukowiec bada przyczynę nieśmiertelności. Tak jak wspomniałem, pomysł wydaje mi się ciekawy i posiadający olbrzymi potencjał. Niestety scenarzyści postanowili dodać parę rzeczy, które spokojnie można nazwać jako dziwne. Po pierwsze: dlaczego w lodowcu, na planecie gdzie jest minus 150 stopni, kobiety chodzą roznegliżowane jak po plaży? Cieszy to oko ale sensu niestety nie ma. Jest jeszcze druga rzecz trochę poważniejsza. Jak do licha oni tu przylecieli? Przecież parę odcinków wcześniej Księżyc przeleciał przez czarną dziurę i wylądował po drugiej stronie wszechświata… No i rzecz trzecia, najtrudniejsza do przełknięcia. Otóż okazuję się, że… minęło 800 lat. Serio. Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn, Księżyc przeskoczył w czasie. Scenarzyści, totalnie bez żądnego wyjaśnienia przerzucają nas w przyszłość a co gorsza nie wracamy do 1999 roku. Nie pozostaje nam nic innego jak uznać, że od teraz oglądamy serial: Kosmos 2799. Brawo scenarzyści, po prostu brawo. Już prawie było dobrze…