Kosmos 1999: The Last Sunset – recenzja (odcinek 1×11)

Tym razem nasz Księżyc dolatuje do kolejnej planety podobnej do Ziemi. Jednak przed wejściem na orbitę, jej mieszkańcy ofiarują naszym bohaterom specyficzny prezent. Powietrze. Taaak, całkowicie serio. Zsyłają im puszki z powietrzem, co magicznie powoduje, że na całym księżycu pojawia się atmosfera taka, jak na Ziemi. Czas na powstanie czegoś takiego: około 15 minut. Przyznaje, że po tym wydarzeniu trochę ciężko mi było to dalej oglądać. Gdy zaś usłyszałem, jak Victor wpada na pomysł zasiania warzyw w pyle księżycowym, szybko sprawdziłem, czy nadal oglądam produkcje sci-fi, czy jakąś parodię. Potem niestety nie jest lepiej. Jest nawet moment, w którym z nieba zlatuje chleb i to nie wiedzieć czemu ze środkami halucynogennymi. Scenarzyści pokazali nam tutaj, jak bardzo załoga tęskni za słońcem i świeżym powietrzem, Niby sensownie, ale nadal ich zachowanie jest moim zdaniem dziwne. Nikt się nie przejmuje skąd ta atmosfera, dlaczego obcy dali im powietrze albo chleb. Najlepsza jest końcówka, gdy obcy zabierają powietrze (dzięki Bogu akurat nikogo nie było na zewnątrz) i tłumaczą im, że zrobili to, żeby nikt nie zawracał im głowy. Mistrzostwo. Genialny plan naprawdę.