Star Trek TOS: The Ultimate Computer – recenzja (odcinek 2×24)

Genialny odcinek Star Treka udowadniający wszystkim, że niektóre epizody się nie starzeją, a nawet są bardziej aktualne, niż w podczas pierwotnej emisji. Tutaj USS Enterprise zostaje wezwany przez dowództwo, aby przetestować nowy komputer MI-5, którego zadaniem jest przejąć funkcję załogi oraz kapitana gwiezdnego statku. Budzi to entuzjazm u jego twórcy oraz w dowództwie Gwiezdnej Floty, za to niepokój u kapitana Kirka oraz zaciekawienie u Spocka. Oczywiście jednostka MI-5  się buntuje, zaczyna zabijać ludzi i atakować inne statki. Ponieważ szybko opanowuje USS Enterprise staje się praktycznie niezniszczalna. Na szczęście Kirk ją pokonuje przy pomocy (jakżeby inaczej) pętli logicznej. Całkowicie serio stwierdzam, że to jeden z najlepszych odcinków TOSa. Spójrzmy przez moment na naszą cywilizację: coraz większe uzależnienie od komputerów, nowych technologii, tak naprawdę ten odcinek to alegoria naszych czasów. Co prawda my w razie kryzysu nie podejdziemy maszyn pętlą logiczną, ale myślę, że domyślacie się o co mi chodzi. Do tego świetnie przedstawiono postać naukowca niejakiego Daystroma, który w młodości usprawnił komputery statków kosmicznych i teraz próbuje odzyskać sławę przy pomocy MI-5. Wspaniałe studium kryzysu wieku średniego, kiedy to zostają nam tylko wspomnienia z młodości i na siłę próbujemy udowodnić coś światu nie słuchając przestróg ani rad. Naprawdę wartościowy odcinek pod wieloma względami. Ostrzega zarówno przed zbytniemu zawierzeniu technologii oraz bezkrytycznemu, wręcz obsesyjnemu podejściu do swojego dzieła. Polecam.