Kosmos 1999: Another Time, Another Place ? recenzja (odcinek 1×07)

Jeżeli śledzicie moje wpisy na tym portalu, to już czytaliście o pewnej mojej teorii. Zgodnie z nią, każdy serial science-fiction ma w swoim zestawie motyw alternatywnych światów. Czasami to dziwne zaburzenia w czasie, czasami są to światy równoległe, czasami jeszcze inne pomysły. Tym razem dotknęło to serialu „Kosmos 1999”. W skutek nie do końca wyjaśnionej siły (jak to zazwyczaj w tym serialu), nasz Księżyc przenosi się na orbitę ziemską. Problem w tym, że jest już tam jeden satelita z opuszczoną bazą Alfa, a jedna z załogantek uporczywie twierdzi, że dowódca Koenig i pilot Carter zmarli podczas lądowania. Po wysondowaniu naszej planety okazuję się, że znikła z niej cywilizacja oprócz kilku obozowisk. Ponieważ czas goni (Księżyc jeden, zbliża się do Księżyca dwa) dowódca, pilot Carter i doktor Russel wyruszają na ojczystą planetę, aby sprawdzić jakie panują tam warunki. Zgodnie z kanonem spotykają tam samych siebie (znaczy pani doktor, bo tamci już nie żyją). Okazuję się, że nie mogą istnieć jednocześnie w tym czasie więc wracają do siebie, a Księżyc po zderzeniu wraca do swoich czasów i swojego miejsca (to znaczy daleko w kosmosie). Ciężko ocenić ten odcinek. Sam pomysł zmiany miejsca oraz czasu jest sympatyczny, ale trochę mnie irytowało to, że nie bardzo wiadomo skąd się wzięła ta zamiana. Ona po prostu się dzieje. No i nie do końca też jest wyjaśnione, czy ta druga Ziemia to inny czas (czyli coś co czeka naszych bohaterów), czy inny wymiar. Przyznaje również, że oglądało się to całkiem dobrze, więc może moje „czepianie się” jest niepotrzebne? Póki co wyraźnie widać, że scenarzyści trochę kombinują z fabułą pomijając takie kwestie jak: zapasy na Księżycu czy problemy z urządzeniami. Wszystko niestety działa idealnie, a ludzie chodzą szczęśliwi i zadowolenia. No cóż, zobaczymy co będzie dalej.