Star Trek TOS: A Piece of the Action ? recenzja (odcinek 2×20)

Jak ja lubię takie odcinki. Takie, gdzie scenarzyści z różnych powodów po prostu adaptowali scenerię do fabuły serialu sci-fi. W ten oto sposób dostaliśmy odcinek o przygodach załogi Enterprise w klimatach filmu gangsterskiego. Mówię całkowicie serio – ja jestem zachwycony. Fabularnie, mieszkańcy pewnej planety mają skłonności do upodabniania się do różnych rzeczy. A, że niestety w ich ręce przypadkiem trafiła księga o gangsterach z lat 20 XX wieku i stworzyli całą cywilizację na kształt gangsterki. Pomijam już fakt, że akurat wyprodukowali dokładnie taka sama broń oraz takie same garnitury (wybaczam to scenografom). James T. Kirk ma zadanie odkręcić całą sprawę co jak się okazuję nie jest wcale takie proste w świecie gdzie rządzą zasady z „Ojca Chrzestnego”. Powtórzę jeszcze raz – ja to kupuje 🙂 Nie ma tu zasadniczo sci-fi ale akcja jest ciekawa i wciągająca. Osobiście najbardziej mi się spodobał motyw naszego kapitana który błyskawicznie zaadaptował się do sytuacji i wpadł na pomysł na świetny pomysł aby wmówić gangsterom, że większa organizacja (Federacja) chce udziału w zyskach oraz przejmuje dowodzenie nad planetą dlatego też muszą się zreorganizować. Dodam jeszcze, że kostiumy i scenografia jest naprawdę świetna i bardzo dobrze oddaje klimat gangsterskiej ameryki lat 20. Z pewnością nie jest to odcinek wybitny czy taki o którym meganerdzi mogą rozprawiać przy kuflu bezalkoholowego (albo alkoholowego) ale ogląda się to przyjemnie i na pewno nie stracimy czasu podczas seansu tego odcinka. Polecam.