Orville vs Discovery

W ostatnich miesiącach każdy fan SF spotkał się z dwoma produkcjami – zarazem odmiennymi jak i bardzo bliskimi sobie – mowa o nadchodzących we wrześniu serialach: „Star Trek: Discovery” oraz „The Orville”. Przykładniejszy im się zatem bliżej – zapraszam do lektury.

1. Zwiastuny

Od czasu premiery ostatniego Filmu pełnometrażowego „Star Trek: Into Darkness” zaczęło się coraz częściej mówić o kolejnym serialu z tego uniwersum. Fani z niecierpliwością oczekiwali „zielonego światła” – czyli oficjalnej zgody na rozpoczęcie produkcji, a trzeba zaznaczyć, iż ostatni serial „Enterprise” zakończył swoją emisję w 2005 roku. Było trzeba czekać aż do listopada 2016 roku, aby stacja CBS pokazała pierwszy teaser. A konkretniej filmik opublikowała platforma Netflix, która znacząco finansowo dołożyła się do produkcji, dzięki czemu też uzyskała prawa do zamieszczenia kolejnych odcinków dzień po premierze w swojej ofercie.

Moja ekscytacja związana z tym wydarzeniem, była naprawdę duża… aż do momentu obejrzenia całego teasera. Otóż głównym problemem (który pojawił się w wielu analizach) jest fakt, iż wyraźnie widać, że statek nie jest ukończony. Owszem, niektóre elementy są dopracowane np. deflektor, dysze silników impulsowych, jednak reszta jest pokryta jednolitą teksturą. Drugim czynnikiem jest nietypowy kształt kadłuba. Chodzi mi o to, że okręty w Star Treku wyróżniały się pewną stylistyką, która całkowicie nie przypomina trójkątnej kanciastej bryły.

Statki Federacji

Osobiście nie przypominam sobie, abym w ostatnich latach widział tak niedorobioną zapowiedź. Odniosłem również wrażenie, że twórcy chcieli pokazać coś zbyt szybko w zbyt krótkim czasie. Znalazłem fanowskie opinie, które sugerowały, że jest to pierwsze podejście i że statek może wyglądać całkowicie odmiennie.

USS Discovery

Na Trailer Fani musieli poczekać aż do maja 2017 roku, gdzie pokazano już trochę więcej. Muszę też zaznaczyć, że w owym czasie premierę maił również Trailer Orvilla.

W przedstawionym materiale, możemy zobaczyć naszą protegowaną, a więc pierwszego oficera Michael Burnham, która dostaje awans. Scena na pustyni jest uwieńczona pojawieniem się statku federacji. Okręt bardzo mi się spodobał, jednak po dłuższych poszukiwaniach w internecie okazało się, że jest to USS Shenzhou i po rozmowach z innymi członkami Instytutu doszliśmy do wniosku, że podobnie jak NX-01 jest to kolejny klon statku klasy Akira.

Statek Klasy Akira
USS Shenzhou

Zwiastun ukazuje również głównych antagonistów pierwszego sezonu: Klingonów (o obcych powiem w dalszej części artykułu). Elementem, który budzi największą zagwozdkę, jest napis: „10 lat przed Kirkiem, Spockiem i Enterprisem”. Chodzi o to, że tak widz, nie jest w stanie określić, o jaki konkretnie moment chodzi… czy o narodziny, czy rozpoczęciem służby Kirka i Spocka (ale ich wspólnej służby, czy jak),  od ich przygód znanych z serialu… Najgorzej jeśli weźmie się pod uwagę sam statek, który miał wielu dowódców i wiele wcieleń…

Pisząc ten artykuł natrafiłem na alternatywny zwiastun, który był teaserem serialu dla stacji Netflix, a który skupia się wokół głównego bohatera czyli Michael Burnham – pierwszego człowieka wychowanego przez Wolkan. Jest to nieporównywalnie lepszy materiał, niż oryginalny z 2016 roku.

Jeden z ostatnich zwiastunów jest natomiast pełen akcji, zawiera wile scen bitewnych,  potyczki, Wolkanina, który przemawia jak mentor. Dostajemy również dużo Klingonów i dowiadujemy się trochę o ich motywacji. Zwiastun jest przepełniony efektami specjalnymi – np. scena celi, która wydaje się być zawieszona na zewnątrz w przestrzeni kosmicznej. Moim zdaniem ten filmik pokazuje prawie całą fabułę pierwszego odcinka, przez co „odkrywanie” serialu może już nie być takie ciekawe. Niestety w obydwu powyższych materiałach trudno było mi znaleźć tytułowego USS Discovery…

W maju 2017 roku, światło dzienne ujrzała inna produkcji Sci-Fi a mianowicie „The Orville”.

Filmik okazał się wielkim zaskoczeniem – podobnie jak Hiszpańskiej Inkwizycji nikt się go nie spodziewał. Co jest dziwne na dzisiejsze czasy, o produkcji nikt nie mówił do czasu ukazania się zapowiedzi. Nie jakiegoś teasera, tylko prawdziwego kompletnego trailera, który pobudził wyobraźnie i nadzieje na świetny serial wielu miłośników Sci-Fi. Zwiastun szybko wprowadza widza w sytuację: dowództwo przydziela statek USS Orville (który na kadłubie ma napisane „ECV-197 Orville”), kapitanowi Edowi Mercerowi gdyż… nie mają już lepszych kapitanów i biorą kogo tylko się da. Tak wiec od razu widać komediową część serialu. Co należy wspomnieć Orville jest mocno osadzony w „realiach” Star Treka – krótko mówiąc jest jego parodią, lub mocno przerysowaną wersją. W zwiastunie poznajemy załogę, ich relację, pierwsze zadanie, oraz przeciwników. Prawdę mówiąc od pierwszego wejrzenia kupiłem tę opowieść i nie mogę się doczekać pierwszego odcinka.

Druga odsłona jest nafaszerowana akcją, przy akompaniamencie muzyki rockowej. W porównaniu z pierwszą odsłoną zawiera parę dodatkowych scen i dialogów. Można też zobaczyć parę nowych kosmitów.

2. Obcy Świat

Nowa odsłona Star Treka wprowadza widza w wojnę z Klingonami, dlatego w materiałach większość scen  opatrzona jest ciemnością, mrokiem lub sepią.

Klingoni

Dotyczy to zarówno wszelkich wnętrz, jak i próżni kosmosu. Niestety przez taki zabieg, czasami trudno było mi się zorientować na co właściwie patrzę.

Statek Klingonów

Jedynym odstępstwem od tego była scena ukazująca pejzaż pustynny.

 

Pustynia

Zasadniczo oprócz paru humanoidalnych obcych na statku i Klingonów na ekranie nie spotkaliśmy innych obcych. Napisałem zasadniczo, bo trudno wypowiadać mi się na temat jednego ujęcia CGI pokazującą bliżej nieokreśloną mackę. Jedynym wyjątkiem stanowi pustynny robal.

Pustynny robal

Jak widać większość obcych opiera się o technikę sztucznych protez nakładanych na ludzkie ciało. Natomiast krajobrazy, przestrzeń kosmiczna i statki to już czysta grafika komputerowa. W różnych scenach występują również znane z Abramsowych filmów „lens flary”. Po zwiastunach widać również pewien rozmach produkcji – lokalizacje, statki kosmiczne, pola siłowe. Bitwy kosmiczne, w których widać rozrywane kadłuby okrętów (np. USS Europa), jak i scena taranowania. Wszystko przyprawione znaczną obróbką post produkcji z dodatkami grafiki komputerowej.

USS Orville

Inaczej prezentuje się Orville, w którym dominują jasne kolory z całej dostępnej palety. Widać to po scenach kosmicznych, wnętrzach czy mundurach załogantów.

USS Orville – mostek

W niektórych momentach jasność sceny jest moim zadaniem większa, niż by to wynikało z widocznych na scenach lamp. W tej parze idzie również czystość i mało skomplikowane obiekty.

Miasto

Dla mnie taki zabieg bardzo się podoba, gdyż dokładnie można się przyglądnąć poszczególnym elementom, czy to statku, czy mundurów. W serialu postawiono duży nacisk na efekty praktyczne, ale oprócz humanoidalnych kosmitów można spotkać tych generowanych komputerowo.

Kosmici

W tym aspekcie twórcy poczęstowali nas m.in. galaretowatym obcym – niczym B.O.B z filmu „Potwory kontra Obcy” , jak i trzygłowym słodkim Potworem z bagien. Jak widać w serialu nie zabraknie niczego, a kosmici, statki, czy otoczenie nie wyglądają jakby pochodziły z filmu klasy B. Porównując do innych seriali SF w tym polu twórcy nie ustępują ani kroku.

Obcy

3. Obawy i Nadzieje

Na początek zacznę, od tego co mnie (i nie tylko mnie) napełnia goryczą, dlaczego momentami jestem wściekły na twórców i dlaczego twórcy Discovery po dziesięciokroć strzelają sobie w stopę już na samym początku, jakby nie wynieśli żadnej nauki z ST:Enterprise. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: Enterprise nie jest złym serialem, ma pewne wady, ale generalnie jest to dobry serial. Chodzi bardziej o zbyt zaawansowany technologicznie statek i jego wygląd, który miał przygody około sto lat przed Oryginalną serią. W przypadku Discovery jest to jeszcze bardziej widoczne, a należy przypomnieć że twórcy z uporem powtarzają, że akcja serialu dzieje się w głównej linii czasowej (nie tej zmienionej z filmów Abramsowych od 2009 roku) i na dodatek zaledwie 10 lat przed wydarzeniami znanymi z TOSa. I o ile Enterprise wyjaśnił np. motyw z wyglądem Klingonów, to w tym przypadku jakby mi nikt nie powiedział, to bym nie wiedział, że mam do czynienia z Klingonami. Fani z początku sugerowali, że w zwiastunie mamy pokazane jakieś starożytne plemię, które w sarkofagach przespało cały ten czas; teraz się obudzili i stanowią zagrożenie dla Federacji…. jednak to nie jest prawda.

Klingoni przez lata

Jak widać na powyższym zestawieniu wygląd Klingonów zmieniał się przez lata. Jednak to, o czym wcześniej sobie nie zdawałem sprawy, to fakt, że zarówno CBS jak i Paramount Pictures podzielili się prawami autorskimi. Nowy Star Trek nie ma praw do wykorzystywania np. wyglądu obcych, czy palety kolorów mundurów. Dla mnie to coś nie z tej Ziemi! W czasach gdy Sony jest w stanie dogadać się z Marvelem i wspólnie tworzyć przygody Spider-mana, Star Trek się rozpada… Niestety pierwszy znak, że coś dzieje się nie tak, był wygląd Klingonów w filmie „Star Trek Into Darkness”.

Mundury / stylistyka

Zarówno Klingoni, wygląd statków, mundury jak i stylistyka mostka przypomina bardziej ostatnie filmy kinowe, niż seriale, w których powinien być osadzony. Dla mnie właściwszym rozwiązaniem było by umieszczenie akcji w jakiejś nowej linii czasowej. Ten zabieg bym przyjął bez mrugnięcia oka. Moją kolejną obawą to ukierunkowanie obrazu na dorosłą publiczność. Owocować to będzie bardziej brutalnymi starciami, przemocą, wulgaryzmami… ale czy w Star Treku naprawdę o to chodzi? Obawiam się że stacja CBS produkuje „Grę o Tron” w kosmosie. Niestety młodsza widownia nie będzie miała jak przywiązać się do tego uniwersum. Na tym polu prym wiodą Gwiezdne Wojny, które już od kreskówek wiążą ze sobą. Nie twierdze, że akurat Discovery powinien być kreskówką dla dzieci. Ale mnie w młodości przyciągnęła pewna Space Opera, której rodzice nie zabraniali mi oglądać. W tym przypadku nie będzie na to szans. Kolejnym czynnikiem budzącym moje obawy to budżet, który wedle podanych informacji wynosi przeciętnie 8-8,5 miliona dolarów na odcinek. Jest to dość niepokojąca kwota, która mówi, iż w przypadku niewielkich spadków oglądalności można spodziewać się kasacji serialu. Jeszcze inną kwestą są ciągle dochodzące informacje z planu – a to liczba odcinków zmienia się od 10 po 17, aż do 15…. szkoda słów. Ogólnie widać chaos związany z tą produkcją.

Tak jak Discovery praktycznie budzi we mnie same obawy, to Orville przepełnia mnie nadzieją. Owszem, niektórzy obcy wyglądają tak jak z ostatniego pełnometrażowego filmu, ale dla mnie obie rasy są wzorowane na Jem’Hadar znanych z DS9. 🙂 To, co jest najistotniejsze, to sam twórca Seth MacFarlane, który nie tylko wciela się w główną postać kapitana okrętu, ale ma wizję tego, co chce osiągnąć. W czasie licznych wywiadów mówił, że serial nie będzie jak Kosmiczne Jaja, w których gag gonił kolejny gag. Nie ma to też być serial co rusz parodiujący Star Treka, Ma być sensowny scenariusz, czasami wypełniony akcją, a czasami dramatem.

Roboty

Co ciekawe produkcja będzie w dużym stopniu opierać się o praktyczne efekty, dlatego będzie tu dużo humanoidalnych obcych (czyli aktorów noszących maski lub inne protezy), nawet robot wygląda jak facet w kostiumie z kaskiem na głowie… ale to nie zarzut, przecież Data z Następnego Pokolenia wyglądał mniej „robotycznie”. Tam aktor miał pomalowaną skórę i szkła kontaktowe.

USS Orville

Nawet sam USS Orville jest stworzony przez modelarzy. Przez co każde bliskie ujęcie będzie bardzo realne, gdyż widz będzie oglądał rzeczywistą rzecz. Natomiast w scenach walki będzie już wykorzystany model komputerowy, dzięki czemu statek będzie mógł wykonywać liczne piruety. Tak, jak wspominałem już o tym wcześniej: o produkcji nikt nie wiedział do czasu emisji pierwszego zwiastuna. Od tego czasu więcej szczegółów zasadniczo nie wypłynęło, a jednak produkcja w moich oczach wygląda na kompletną i przemyślaną.

4. Podsumowanie

Jak widać oba seriale różnią się od siebie, choćby stylistyką, podejściem do tematu, przedstawioną historią, czy choćby pochodzeniem. Oba zarazem są bardzo podobne jeśli chodzi o Star Trekowe  korzenie. Oba obrazy są niewątpliwie niczym rodzeństwo, tak podobne jak i odmienne. Jak mogliście się przekonać na obecną chwilę z produkcją CBSu wiążę duże obawy, zaś z produkcją FOXa duże nadzieje. Czy faktycznie tak będzie? Tego nie jestem w stanie powiedzieć, ale z chęcią chce się przekonać, jakie obydwie produkcję okażą się w rzeczywistości.

W najbliższym czasie – bo już 10 września – będziemy mieli premierę The Orville, a parę tygodni później, czyli 24 września w USA, a 25 wrześnie na Netflixie w innych zakątkach naszej planety Star Trek: Discovery. Jako załoga PIFKO, będziemy wam recenzować i wyrażać swoje opinie. Który z powyżej przedstawionych seriali skradnie serca fanów SF, a w szczególności miłośników Star Treka? Który serial w lepszy sposób pokaże świetlaną przyszłość rodzaju ludzkiego? W którym serialu uraczymy lepiej zilustrowanych perypetii załogantów i ich wzajemne stosunki? Na te wszystkie pytania poznamy odpowiedź już niedługo!