Star Trek TOS: The Immunity Syndrome ? recenzja (odcinek 2×19)

Tym razem nasza dzielna załoga trafia na potężnego przeciwnika. Okazuję się bowiem, że w przestrzeni kosmicznej pojawia się całkowicie czarna pustka (nie jest to czarna dziura) i pochłania ona planety oraz statek Intrepid wraz z wolkańska załogą. Co ciekawe reakcja Spocka na ich śmierć przypomina mi reakcję niejakiego Obi Wana Kenobiego z innego uniwersum. Czyżby delikatna inspiracja? Tak czy owak Enterprise dzielnie wkracza w pustkę, gdzie jak się okazuję wszystko działa na odwrót. Podczas przyśpieszania statek się cofa, a na wstecznym odwrotnie, uderza do przodu. Nie mogąc wydostać się z pułapki kapitan Kirk odkrywa co znajduję się pośród pustki  i wysysa im energię. Jest to olbrzymi organizm jednokomórkowy. Jako, że nikt nigdy nie spotkał czegoś takiego doktor McCoy nalega by zbadać ten żywy organizm. Jednak ponieważ czasu coraz mniej, z misją znalezienia słabego punktu zostaje wysłany Spock. Jest to fragment odcinka, który wyjątkowo mi się spodobał. Świetnie pokazano problem Kirka, który ma do wyboru dwóch przyjaciół i musi zdecydować którego wyślę na, jak mu się wydaję, pewna śmierć. Dodatkowo doskonale jest pokazana przyjaźń całej trójki a w szczególności relacje Spock – McCoy. Koniec końców Kirk wpada na pomysł żeby zniszczyć organizm antymaterią (pozwólcie, że tego akurat nie będę komentował) a przy okazji ratując cały wszechświat, ratują także Spocka. Tak wiec mamy tu solidny epizod, wciągający i poszerzający naszą wiedzę na temat postaci oraz uniwersum. Dla mnie spoko.