Star Trek TOS: Obsession ? recenzja (odcinek 2×18)

Tym razem mamy odcinek pogłębiający naszą wiedze o kapitanie Kirku. Na jednej z planet natrafia on bowiem na chmurę gazu (znowu), którą spotkał już 11 lat wcześniej. Fajnie jest poznać przeszłość kapitana, dowiedzieć na jakim statku służył, co go spotkało w przeszłości. Wielokrotnie już powtarzałem, że uwielbiam takie budowanie historii i uniwersum. Dodatkowo widzimy tutaj Kirka z innej strony. Dotychczas był to kapitan gwiezdnego statku, zawsze działający dla dobra Federacji i swojej załogi. Tutaj zaś jest pokazana jego inna twarz, bardziej ludzka. W tym odcinku nie jest tylko dowódca ale przede wszystkim człowiekiem obwiniającym się o błąd z przeszłości. Widzimy jak jego obsesja narasta, jak jest głuchy na słowa przyjaciół i co gorsza jak lekceważy sprawę dostarczenia leków na pewną planetę. Jego wymówki wydaja się być logiczne ale sytuacja wygląda podobnie jak z alkoholikiem, który tłumaczy kolejny pijacki wyskok. Odcinek oglądało mi się przyjemni aczkolwiek bez fajerwerków. Sama zaś istota jak dla mnie zbyt abstrakcyjna ale z drugiej strony to plus, że tutaj nie zawsze  kosmici to istoty na dwóch nóżkach z dwoma rączkami. Mocny średniak.