Star Trek TOS: Bread and Circuses – recenzja (odcinek 2×14)

No i tutaj scenarzyści przeszli samych siebie. Odcinek jest po prostu głupi. Cały. Od pomysłu aż do wykonania. Praktycznie żaden odcinek TOSa mnie tak nie zirytował. Były co prawda głupsze, były też nudniejsze, ale tutaj naprawdę się coś we mnie gotowało. Fabuła jest następująca. Enterprise poszukuje rozbitków ze statku handlowego, który rozbił się 6 lat temu. Trafiają przez to na planetę bardzo podobną do Ziemi nawet w procentowym rozkładzie wód i lądów. Po wylądowaniu tam okazuje się, że w tym świecie posługują się językiem angielskim. Mówię serio. A ponieważ to było mało scenarzystom, to dołożyli nam fakt w postaci starożytnego Rzymu, który w tym świecie przetrwał do chwili obecnej czyli na oko do lat 60 poprzedniego wieku. I teraz moje pierwsze pytanie. WTF? Starożytny Rzym.. na innej planecie…No dobra są w podobne motywy w TOSie na przykład osławiona konstytucja USA na innej planecie (dojdziemy do tego), ale to mnie dobija bardziej. Scenarzyści nawet się nie starają. No bo niby dlaczego wszyscy mówią po angielsku skoro rządzą tu rzymianie, którzy posługiwali się łaciną? A co tam niech mówią w języku zrozumiałym dla załogi Enterpsie. Następnie dowiadujemy się, że dowódca rozbitego statku (wyrzucony z akademii Gwiezdnej Floty) został tutaj Pierwszym Obwatelem i służy radą Prokonsulowi. Ten drugi zaś próbuje zmusić Kirka aby wysłał swoja załogę na arenę ku uciesze Rzymian. Gdy ten się nie zgadza do walki staja McCoy i Spock a całą walka jest transmitowana na żywo z komentarzem sportowym (to akurat fajny motyw). Oczywiście Prokonsul przegrywa a współczesny Rzym opanowują słudzy słońca. Z tym, że to nie są czciciele boga słońca (sun god) tyko syna bożego (son of god). Tak moi drodzy w tym świecie, na innej planecie mamy nie tylko taki sam procentowy rozkład wód i lądów, Rzymian posługujących się w XX wieku mieczami i mówiących po angielsku, ale nawet Jezus Chrystus odwiedził te planetę. I próba wytłumaczenia tego faktu jakąś tam teorią wspomnianą przez Spocka nic nie  zmienia – jest to słabe. Nie polecam. I to bardzo.