„Wojna o Planetę Małp” oczami załogantów klubu P.I.F.K.O.

Kolejna część „Planety Małp” budziła w naszym instytucie niemałe emocje, a niektórzy Pifkowicze byli na prawdę podekscytowani nadchodzącą premierą. Tak więc przy pierwszej okazji wybraliśmy się do kina i…

Recenzja według Bartasa

Od razu wam powiem, że jestem fanem poprzednich części. Uważam je za solidne, ciekawe utwory. Tym bardziej oczekiwałem podobnego poziomu od najnowszej części będącej zwieńczeniem „trylogii Cezara”. Czy się zawiodłem? I tak, i nie. Najpierw opowiem, co mnie zawiodło w tym filmie. Niestety całkowicie poległ scenariusz. Wygląda to tak, jakby twórca za bardzo chciał pokazać wewnętrzna przemianą Cezara oraz jego cierpienie, zapominając przy tym o fabule. Tak więc kolejne sceny miały na celu pokazanie nam tylko tego, co dzieje się we wnętrzu przywódcy małp. To stąd scena, gdzie Maurice zabiera ze sobą dziewczynkę, a Cezar spogląda złowrogo. Tak samo główny motyw filmu czyli pomysł, żeby przywódca sam jechał zabić pułkownika w imię zemsty. Tak moi drodzy, ten film nie powinien się nazywać „wojna o planetę małp” tylko „zemsta na planecie małp”. Do tego doliczmy jeszcze kilka absurdów: najgorzej strzeżony obóz wojskowy w historii naszej planety, debilny pomysł na ucieczkę, kretynizm fabularny w postaci: ścigamy ludzi pułkownika, a on tymczasem łapie całe stado. Jak? Przypadkiem się spotkali? Niestety dużo debilizmów można tu wymieniać. Boli mnie to o tyle, że poprzednie części nie miały tego problemu. Naprawdę tutaj jest pod tym względem źle i bardzo łatwo jest zniszczyć ten film, co zapewne uczynią moi koledzy. :).

Jednak jest w tym filmie też coś, co mi się spodobało, a mianowicie tragizm głównego bohatera. Owszem twórcy trochę przesadzali w scenach stylizowanych na ukrzyżowanie czy doprowadzenie małp do Ziemi Obiecanej. Mimo to jednak mając w pamięci poprzednie części i pamiętając jak ufny był Cezar wychowany przez ludzi oraz jak bardzo nie chciał wojny, tylko dążył do pokoju, całkiem nieźle rozumiem jego przemianę. Jego lęk przed startą najbliższych, przed tym, że mieni się w równie nienawistnego osobnika, jak Koba, czyli małpa, która tyle wycierpiała od rodzaju ludzkiego, że chciała nas wszystkich wybić. Niestety twórcy uznali, że cel uświęca środki, więc zrezygnowali z sensownej fabuły na rzecz szekspirowskiej tragedii, którą mogli tak pięknie ukazać. Na kolejny plus pokazanie cofania się w ewolucji naszego gatunku poprzez zmutowany wirus. Zbliża nas to do tego, co widzieliśmy w oryginalnej Planecie Małp. No i oczywiście efekty specjalne. Andy Serkis przechodzi samego siebie.  Niestety główny antagonista w tym filmie, czyli sławny pułkownik jest jak dla mnie kolejną niewykorzystaną szansą w tym filmie. Dlaczego nie pokazali jego obłędu w walce z małpami w imię jakiejś jego pokręconej ideologii? No już nic na to nie poradzimy, ale srogo się rozczarowałem na tym filmie.

Na koniec chciałem wspomnieć o jeszcze jednej głupocie w tym filmie. Końcówka jasno pokazuje, że małpy nie musiały walczyć o naszą planetę, my się sami wybiliśmy i ją oddaliśmy. Znowu można było to pokazać na milion różnych sposobów, ale twórcy wybrali najgorszą opcję. Z przykrością to stwierdzam, że nie mogę tego filmu ocenić pozytywnie mimo kilku ciekawych pomysłów i fajnych efektów specjalnych. Zbyt dużo scenarzyści poświecili, żeby łopatologicznie pokazać to co chcieli.

Recenzja według Śmiecha

Na początek muszę się do czegoś przyznać. Lubię oryginał z lat 60-tych, ale seans Planety Małp Tima Burtona kompletnie wykrzywił moje spojrzenie na nowe filmy. Być może z tego powodu najnowsza „trylogia Cezara” średnio mnie zachwyciła i – chociaż nie jest aż tak beznadziejna jak wizja Burtona – to jednak nie pałam do niej jakąś wielką sympatią. „Genezę” widziałem raz, uważam ją za średniaka, a „Ewolucji” chyba nie widziałem wcale. Nie rozumiałem też ekscytacji Bartasa, który jeszcze na godzinę przed seansem wprowadzał mnie w uniwersum…

Niestety „Wojna” wcale nie poprawiła mojej opinii o filmach z tej serii, no bo jak tu się zachwycać głębią przeżyć bohatera, gdy co chwilę parskałem ze śmiechu z powodu idiotyzmów scenariuszowych? Niech mi ktoś wytłumaczy jakim cudem:

  • Cezar rozmawiał z małpami? Rozumiem: on mówił, a one migały językiem migowym. Ale jakim cudem Cezar im odpowiadał stojąc tyłem do nich i nie widząc ich rąk? Telepatia?
  • małpy zabrały ze sobą Novę? Na samobójczą misję? Małe dziecko?
  • na pustej, długiej plaży, z widocznością na kilka kilometrów, gdy wojsko posuwało się z przodu, a kilkaset metrów za nimi na odsłoniętym terenie ścigały ich małpy, nikt z żołnierzy nie odwrócił głowy i nie zauważył Cezara z towarzyszami?
  • pułkownik złapał stado Cezara, skoro najpierw od tego stada się oddalał, a Cezar cały czas siedział wojskowym na ogonie?
  • mała dziewczynka weszła sobie do ściśle strzeżonego obozu wojskowego i łaziła niezauważona pomiędzy klatkami?
  • jedyny (!) wartownik w obozie dał się sprowokować rzuconą w niego kupą i wlazł do klatki z kilkudziesięcioma inteligentnymi małpami nie zamykając za sobą drzwi?
  • obok pustej klatki przebiegało kilkudziesięciu żołnierzy i nikt nie zwrócił uwagi, że małp już nie ma? W świetle dziennym!
  • mur chroniący obóz wybuchł, gdy wysadzono pojemnik stojący kilka metrów dalej? Kamienie i drewno były mieszanką wybuchową? A jak przeciwnicy łupali w mur z granatników, to nie wybuchał?
  • obóz wojskowy był usytuowany w strategicznym miejscu, pod nawisem śnieżnym?
  • rannemu Cezarowi udało się uciec z obozu wojskowych położonego w śnieżnych górach, przebyć pustynię, dotrzeć do zielonej krainy obiecanej i dopiero wtedy stwierdzić „nie mam siły, umieram”? I wyzionąć ducha na kilkaset metrów od celu? Małpi Mojżesz?
  • itd.

Niby mamy tu tytułową „Wojnę”, tylko wcale jej nie widać. Na samym początku dostajemy jedną potyczkę między ludźmi i małpami, ale potem przez większość filmu żadnych działań wojennych nie ma. Poza tym końcowa bitwa toczy się między dwoma frakcjami ludzi, a małpy nawet nie biorą udziału w walkach, tylko chyłkiem się wycofują. To powinno się nazywać „Eksodus na Planecie Małp”, bo nie dość, że mamy tu bardziej „film drogi” niż wojenny, to jednym z głównych wątków jest poszukiwanie przez małpy własnej, spokojnej krainy (takiej „zmieni obiecanej”).

Na ogromny plus muszę zaliczyć realizację i technikalia, szczególnie efekty specjalne związane z kreowaniem postaci małp. Aktorstwo Andy’ego Serkisa jest fantastyczne, a magii dopełniają komputerowo stworzone postacie. Oglądając film trudno się oprzeć wrażeniu, że te małpy na prawdę istnieją! Ruch warg, mimika, oświetlenie, interakcja z otoczeniem… To wszystko jest przygotowane wprost fantastycznie! Miałem też wrażenie, że Cezar ma rysy twarzy odtwarzającego go aktora, być może coś podobnego zrobiono z resztą postaci. Super! Tylko, że nie na tym powinna opierać się taka produkcja.

Nie podobał mi się ten film. Dostałem dużo głupot fabularnych i dziwne nawiązania filozoficzne i religijne. Cyfrowa uczta dla oczu to za mało, bym uznał ten film za coś więcej, niż średniaka z minusem.

Recenzja według Mavisa

Jestem i byłem zachwycony dwoma pierwszymi częściami. Zarówno fabuła jak i wspaniałe efekty specjalne. CGI w tych filmach to mistrzostwo, jako widz nie jestem w stanie wychwycić komputerowej sztuczności. Jestem też przekonany, że oglądając te filmy za jakąś dekadę, będę nadal tego samego zdania.

Gdy ujrzałem pierwsze wpisy wprowadzające w fabułę, byłem spokojny. Swoją drogą świetne połączenie tytułów wszystkich trzech części. Od Powstania, przez Świt po Wojnę. Kolejne cegiełki w historii Ludzkości i Cezara. Potem pierwsza potyczka żołnierzy z małpami – byłem oczarowany… i na tym wojna obu gatunków się skończyła. Dla mnie było już po filmie.

Tak naprawdę gdyby w tym momencie małpy zniknęły, to wydarzenia same doprowadziłyby do finału filmu. Ale niestety Cezar wraz z towarzyszami był przez cały czas na ekranie i tak naprawdę nic nie zrobił. Jeśli ktokolwiek chce zobaczyć bitwę, to niech sięgnie po drugą część. Tam jest wszystko, co potrzeba gdy używa się słowa „Wojna” (a przynajmniej „Bitwa”).

Jestem bardzo rozczarowany, gdyż tytuł jest nieadekwatny do treści, przez co widz spodziewa się czegoś innego. Niestety, tak jak to Śmiecho wymienił, film obfituje w głupoty. Zgadzam się z Bartasem, te głupoty pozwalają na wzruszające, czy heroiczne momenty. Jednak biorąc pod uwagę pierwsze dwie części, to jest policzek wymierzony w inteligencję oglądającego. Do błędów rozumowo – fabularnych dodam:

  • Pułkownik najpierw napadł na wioskę Cezara, a dopiero kilka dni później schwytał te same plemię małp – nie mógł tego zrobić od razu?
  • Pułkownik marnował środki militarne i ludzi na walkę z małpami, wiedząc co go czeka…
  • Sama bitwa: Najpierw Helikoptery, potem długo, długo, długo nic… (właściwie, to nie wiadomo do kogo obrońcy strzelają)… następuje wiele pobocznych wydarzeń… jeszcze trochę czasu mija… kolejne poboczne wydarzenia… nikt nie strzela… i zjawia się drużyna przeciwników.

Końcowa ocena: Film oceniam na średni – 5/10. Film polecam wszystkim osobom, które chcą zobaczyć kapitalne efekty specjalne. Osobom zachwyconymi pierwszymi dwoma częściami odradzam oglądania – nie psujcie sobie klimatu i wspomnień.

Recenzja według Wookiego

Na wstępie muszę coś siebie wyrzucić… Mam serdecznie dosyć tak ordynarnego oszukiwania widza w zwiastunach! Montaż trailera do „Wojny” był tak zrobiony, że naprawdę spodziewałem się tam no… wojny. To co dostałem natomiast woła o pomstę do nieba. Nie dość, że sknocili zakończenie całkiem niezłej, jednej z najlepszych serii science-fiction ostatnich lat, to jeszcze cały utwór minął się z tematem zawartym w tytule. Za coś takiego dostawało się pały na języku polskim na klasówce.

Co z tego, że film wygląda ładnie? Transformers i inne ścierwo pokazują, że sama dobra techniczna nie czyni z filmu dobrego tytułu. Tak, efekty specjalne były świetne, gra aktorska spoko, ale jak nie ma scenariusza to nic się z tym nie da zrobić. A film był zwyczajnie debilny i na dodatek zmieszany z pseudofilozofią tak nachalną  i wprost podaną, że aż mózg swędział… Naprawdę ukrzyżować trzeba było tego małpiszona? I naprawdę musi być Mojżeszem małp? Nic nie można było lepszego i subtelniejszego wymyślić? No ja pier… Jestem po prostu wściekły jak bardzo spieprzyli ten film. Poprzednie części były przemyślane, z przesłaniem, wyważone, rozsądne. Tutaj oglądając ten patos wymieszany z brakiem logiki można się uwstecznić.

Film miał potencjał i rozumiem, co chcieli osiągnąć twórcy, ale niestety realizacyjnie tego nie udźwignęli. Nie można grać na emocjach rozdmuchanym patosem do granic możliwości w tego typu filmie. Ok, pasowało by to tutaj, gdyby faktycznie była to WOJNA o Planetę Małp, a nie Eksodus na Planecie Małp. Tak rozumiem, że Cezar miał przeżyć dramat, zmienić się, przejść przemianę, ale jest to niestety kompletnie przyćmione tym niepotrzebnym patosem i ogromnymi lukami logicznymi w scenariuszu (powyższa lista Śmiecha bardzo dobrze oddaje w czym problem), momentami wręcz nie dało się tego oglądać. Z pozytywów oprócz doskonałej wizualnej realizacji i gry aktorskiej to postać „Złej Małpy” z tym,  że z drugiej strony nie wiem czy ona do końca pasowała do konwencji filmu, bo przy takim patosie comic relief był sporym zaskoczeniem.

Chciałem, naprawdę chciałem, żeby ten film był dobry. Była to pierwsza część, na którą poszedłem do kina, poprzednie doceniłem dopiero w pieleszach domowych długo po premierze. Przez długi czas trwania filmu sporo mu nawet wybaczałem, ale zwyczajnie się nie dało. Ten film jest niestety słaby i potrzebuje świeżej krwi, a pan Reeves niech się zajmie lepiej nowym człowiekiem nietoperkiem (chociaż podejrzewam, że reszta PIFKA już drży na myśl, że ten koleś zabiera się za tą ikoniczną i ważną dla nich postać :-P). Widziałbym nową trylogię, jako historię Corneliusa, ze świeżymi pomysłami i powrotem do wysokiej jakości scenariusza. „Wojnę (taa jasne, wojnę…) o Planetę Małp” oceniam ostatecznie na 4/10.