Star Trek TOS: The Gamesters of Triskelion – recenzja (odcinek 2×17)

Klasyczny odcinek TOSA bazujący na najbardziej sprawdzonym szkicu. Kirk wraz z częścią załogi zostaje porwany i zniewolony. Tutaj wraz z Uhurą i Chekovem zostaje niewolnikiem na planecie Triskelion i zmuszany do walki w imię posiadaczy. Oczywiście Spock wraz z Enterprisem już leci na pomoc jednak to płomienna przemowa Kirka uratuje sytuację. No i rzecz jasna jego umiejętności walki. Tyle w temacie fabuły. Epizod ogląda się bardzo dobrze ale rozbroiła mnie przemowa Kirka o miłości. Na spory plus oryginalni mieszkańcy Triskeliona którzy tak bardzo wyewoluowali, że przestali widzieć problem w niewolnictwie. Trochę przeszkadza mi fakt, że wszyscy niewolnicy to istoty nie tyle humanoidalne co po prostu ludzie. Widać, że tym razem specjaliści od innych ras się nie postarali. Ogólnie odcinek na plus aczkolwiek brakuje mi trochę oryginalności. Znowu złapany Kirk, znowu uwolniony dzięki płomiennej przemowie. Trochę to wydaję się wtórne co nie zmienia faktu, że ogląda się to przyjemnie.

The Defenders – sezon 1, recenzja

Z dużym zainteresowaniem czekałem na premierę tego serialu. Fakt, że „Iron Fist” mnie lekko zawiódł niczego nie zmienił, bo liczyłem, że w czwórkę nasi bohaterowie staną na wysokości zadania. Jeszcze większy apetyt na ten tytuł zrobił mi zwiastun z ComicConu w San Diego z tego roku, gdzie mocno wyeksponowana została chemia między bohaterami. Oczekiwania zatem miałem spore i nie jest dziwne, że 8-odcinkowy sezon obejrzałem w przeciągu 24 godzin 🙂

dalej „The Defenders – sezon 1, recenzja”

Kosmos 1999: Ring Around the Moon – recenzja (odcinek 1×03)

W trzecim epizodzie scenarzyści kontynuują swoje podejście do kosmosu ale odrobinę gorzej, niż w poprzednim odcinku. Tym razem księżyc napotyka obcą jednostkę pochodzącą z planety Tryton. Ta zaś, ponieważ jest bardzo rozwinięta, chwyta naszego byłego satelitę w pułapkę. Co gorsza, Trytoni przejmują kolejno załogantów i przy ich pomocy przesyłają dane do swej siedziby. Kiedy zaś, takim informatorem staję się pani doktor Helena, dowódca musi uratować sytuację. I tutaj napotykamy poważny problem, który zabolał mnie niczym świetlny miecz w sercu. Otóż w kulminacyjnym momencie odcinka, gdy dowódca Koenig zastanawia się jak pokonać/porozmawiać z Trytonem na odsiecz przybywa niejaki Victor (taki lekko szalony naukowiec), który, niczym magik wyciąga z rękawa mapę galaktyki i oznajmia, że Tryton już nie istnieje od dawien dawna, tylko zautomatyzowana jednostka o tym nie wie. Dlaczego mnie to zabolało? W pierwszym odcinku, słyszymy o planowanej wyprawie na obcą planetę. Oznacza to, że ludzkość dopiero raczkuje w eksploracji kosmosu. A tutaj okazuję się, że nie tylko mamy szczegółową mapę naszej galaktyki (z odpowiednimi nazwami planet) ale jeszcze doskonale wiemy które planety przestały istnieć. Trochę to wszystko naciągane i psuję klimat odcinka. Samo zakończenie też rozczarowujące a i fabuła poprowadzona dość nudnawo i statycznie. Na plus oczywiście kontynuowanie klimatu z tajemniczymi obcymi i niepokojącym kosmosem. Jednak odcinek słabszy od poprzedniego co nie zmienia faktu, że jestem ciekaw co będzie dalej. Miło by było, gdybyśmy dostali coś o zapasach bazy Alpha, albo coś by się na niej popsuło. Niedługo się przekonamy.

„Valerian” oczami załogantów klubu P.I.F.K.O.

Klubowe spotkanie sierpniowe połączyliśmy z seansem „Valeriana”, do którego spory sentyment czuł Śmiecho ze względu na czytane jeszcze w latach 90-tych komiksy. Ponadto część załogi zaproponowała, by tym razem skorzystać z IMAXa, bo film zapowiadano jako niesamowicie piękny w 3D. Nasze poprzednie nadzieje na dobry film w lipcu zostały brutalnie rozwiane, a teraz? Czy tym razem się udało?

dalej „„Valerian” oczami załogantów klubu P.I.F.K.O.”

Star Trek TOS: A Private Little War – recenzja (odcinek 2×16)

Interesujący odcinek TOSa. Kirk wraca na planetę, gdzie kiedyś prowadził obserwację (oczywiście stosując pierwszą dyrektywe). Teraz po powrocie ze zdumieniem zauważa, że plemiona które powinny być gdzieś na etapie strzelanie z łuku i prób hodowania zwierząt posiadają strzelby skałkowe. Oczywiście szybki wywiad pokazuje, że stoją za tym niecni Klingoni którzy potajemnie uzbrajają jedne plemiona przeciw drugim co jest pogwałceniem traktatu pomiędzy Federacją a Imperium. Kirk który zostaje zahipnotyzowany przez szamanke (podczas leczenia po ataku dzikiego zwierzęcia) postanawia wbrew poradom doktora McCoya uzbroić inne plemię. Oczywiście pod koniec okazuję, że broń jest zła a pokój dobry. Jednak to co najbardziej interesujace w tym odcinku to sam motyw dozbrajania słabszych kultur poprzez mocarstwa. W świecie Star Treka jest to oczywiście wytłumaczenie dlaczego Pierwsza Dyrektywa (nieingerowanie w cywilizacje przedwarpowe) jest tak ważna. Dodatkowo widzimy narastający konflikt pomiędzy Imperium klingońskim a Federacją. Coraz łatwiej nam zrozumieć nienawiść Kirka do tej wojowniczej rasy. Jeśli natomiast odnieść to do naszego świata to oczywistym jest, że ten odcinek jest metaforą zimnej wojny i działań USA i ZSRR. Trzeba pamiętać, że serial ten powstał w latach 60 kiedy to te dwa mocarstwa mocno się spierały na różnych płaszczyznach a ten odcinek był mocnym manifestem politycznym. Brawa za odwagę i piękne przesłanie o pokoju. W tym odcinku widać jak serial Star trek przekracza kolejne granice, że nie jest tylko historyjką o ludziach w statku kosmicznym.

Kosmos 1999: Matter of Life and Death – recenzja (odcinek 1×02)

W drugim odcinku serialu, scenarzyści pokazują się z bardzo ciekawej strony. Reprezentują oni bowiem (przynajmniej w tym odcinku) troszkę inne podejście do kosmosu niż na przykład Star Trek. Zamiast bowiem napotykać humanoidalnych obcych, mamy do czynienia z nieznaną i nieposkromioną siłą. No ale po kolei. Nasza dzielna załoga, napotyka na swoim kursie planetę, którą komputer nazywa „Terra Nova” i świetnie nadająca się do kolonizacji. Ponieważ, jak pamiętamy załoga nie panuję na lotem księżyca, ma określony czas aby wylądować Orłem, sprawdzić planetę i ewentualnie zarządzić ewakuację. Wysyła więc prom, który wraca po małych problemach ale z dodatkowym pasażerem. Nie jest to żaden 8 pasażer Orła tylko zaginiony mąż pani doktor który wyruszył z misją kosmiczną i słuch o nim zaginął. W tym momencie zaczyna się najlepsze: okazuję się, że jest to człowiek tylko przy swej żonie a gdy tej brakuje, żaden skan nie pokazuję czynności ludzkich. W pewnym momencie dowiadujemy się, że na tej planecie grasuję potężna siła, zwana tutaj Antymaterią. A mężczyzna był wysłany z ostrzeżeniem. Rzecz jasna załoga bazy Alpha nie decyduję się zostać na tej niegościnnej planecie. Odcinek moim zdaniem na plus. Przede wszystkim za to właśnie inne podejście do eksploracji kosmosu. Jest on tutaj nie tylko nieprzyjazny i groźny ale również tajemniczy. Sam epizod jest ciekawy i sprawia, że jestem zaciekawiony co będzie dalej. No i pozwala nam lepiej poznać panią doktor Helenę a rozwój postaci jest czymś co potrafi mnie przykuć do ekranu. Polecam.

 

Star Trek TOS: Journey to Babel – recenzja (odcinek 2×15)

Enterprise w misji dyplomatycznej. No i fajnie. zasadniczo pierwszy raz mamy do czynienia z tego typu misją. dotychczas kapitan Kirk napotykał groźnych obcych a z dowództwem Federacji łączył się co najwyżej żeby przekazać co takiego uczynił. Tym razem scenarzyści postanowili nam ukazać inne oblicze flagowego statku oraz tez inne (dyplomatyczne) zdolności. Widzimy tutaj całą masę federacyjnych ras czyli między innymi Andorian, Tellarytów czy Wolkan. Mamy tu świetne rozwinięcie tych ras, zaświadczam, że po obejrzeniu tego odcinka będziemy lepiej rozumieli zależności w Federacji. Dodatkowo reprezentantem spiczastouchych jest niejaki Sarek czyli ojciec Spocka. Ich scena spotkania jest naprawdę przejmująca a do tego mina Kirka gdy dowiaduję się, że są spokrewnieni – bezcenna (chociaż kapitan statku powinien wiedzieć takie rzeczy). Poznajemy też jego matkę a to spotkanie pozwala nam lepiej poznać pierwszego oficera Enterprise. Dodatkowo scenarzyści umieścili tutaj dość ciekawą intrygę, która jest dość mocno umiejscowiona w konflikcie Tellaryci vs Andorianie. Tak więc gorąco zachęcam do obejrzenia tego bardzo ciekawego odcinka TOSa.

Kosmos 1999: Breakaway – recenzja (odcinek 1×01)

Pod wpływem nostalgii, postanowiłem przypomnieć sobie, jeden z seriali mego dzieciństwa czyli Kosmos 1999. Od razu się przyznaję, że niewiele z niego pamiętam, więc recenzje będą pisane przez kogoś kto zupełnie nie zna dalszej historii. Pierwszy odcinek wprowadza nas w wykreowany świat. Dowiadujemy się, że na księżycu powstałą wielka baza o nazwie Alpha gdzie między innymi składuje się odpady radioaktywne. Ludzkość planuje również podróż w kosmos na planetę o nazwie Meta. Ponieważ na stacji rozpanoszył się wirus, zabijający astronautów na księżycu do bazy Alpha zostaje wysłany nowy dowódca John Koenig, który póki co jest nijaki. Zresztą tak jak pozostali bohaterowie. Niestety pilot nie pokazał ani jednej postaci, która mocno wryłaby się w pamięć. Prawdopodobnie dlatego, że scenarzyści byli bardziej skupieni na wyjaśnieniu tajemniczego wirusa (niestety nastąpiło to zbyt szybko i było zbyt dziwne) oraz faktu, w jaki sposób księżyc urwał się z naszej orbity i zaczął swobodnie krążyć w przestrzeni kosmicznej. Wyjaśnienie tego jest mega dziwne i podejrzewam, że obecnie ten numer by nie przeszedł. Uznajmy, że po prostu odpadki radioaktywne wybuchły i zadziały jak silnik rakietowy, (nie pytać). Co nie zmienia faktu, że zaczęły mnie interesować pewne aspekty tej historii. Czy na bazie Alpha starczy tlenu? Zapasów? Jak rozwiną się relacje postaci? Na te pytanie uzyskacie odpowiedzi w następnych recenzjach.

P. S. Tak, wahadłowiec stacji księżycowej zwany „Orłem” pamiętam lepiej z programu edukacyjnego „Przybysze z Matplanety”. Ktoś to jeszcze pamięta?

Star Trek TOS: Bread and Circuses – recenzja (odcinek 2×14)

No i tutaj scenarzyści przeszli samych siebie. Odcinek jest po prostu głupi. Cały. Od pomysłu aż do wykonania. Praktycznie żaden odcinek TOSa mnie tak nie zirytował. Były co prawda głupsze, były też nudniejsze, ale tutaj naprawdę się coś we mnie gotowało. Fabuła jest następująca. Enterprise poszukuje rozbitków ze statku handlowego, który rozbił się 6 lat temu. Trafiają przez to na planetę bardzo podobną do Ziemi nawet w procentowym rozkładzie wód i lądów. Po wylądowaniu tam okazuje się, że w tym świecie posługują się językiem angielskim. Mówię serio. A ponieważ to było mało scenarzystom, to dołożyli nam fakt w postaci starożytnego Rzymu, który w tym świecie przetrwał do chwili obecnej czyli na oko do lat 60 poprzedniego wieku. I teraz moje pierwsze pytanie. WTF? Starożytny Rzym.. na innej planecie…No dobra są w podobne motywy w TOSie na przykład osławiona konstytucja USA na innej planecie (dojdziemy do tego), ale to mnie dobija bardziej. Scenarzyści nawet się nie starają. No bo niby dlaczego wszyscy mówią po angielsku skoro rządzą tu rzymianie, którzy posługiwali się łaciną? A co tam niech mówią w języku zrozumiałym dla załogi Enterpsie. Następnie dowiadujemy się, że dowódca rozbitego statku (wyrzucony z akademii Gwiezdnej Floty) został tutaj Pierwszym Obwatelem i służy radą Prokonsulowi. Ten drugi zaś próbuje zmusić Kirka aby wysłał swoja załogę na arenę ku uciesze Rzymian. Gdy ten się nie zgadza do walki staja McCoy i Spock a całą walka jest transmitowana na żywo z komentarzem sportowym (to akurat fajny motyw). Oczywiście Prokonsul przegrywa a współczesny Rzym opanowują słudzy słońca. Z tym, że to nie są czciciele boga słońca (sun god) tyko syna bożego (son of god). Tak moi drodzy w tym świecie, na innej planecie mamy nie tylko taki sam procentowy rozkład wód i lądów, Rzymian posługujących się w XX wieku mieczami i mówiących po angielsku, ale nawet Jezus Chrystus odwiedził te planetę. I próba wytłumaczenia tego faktu jakąś tam teorią wspomnianą przez Spocka nic nie  zmienia – jest to słabe. Nie polecam. I to bardzo.