Star Trek TOS: Mirror, Mirror – recenzja (odcinek 2×10)

Jak w każdym szanującym się sci-fi, również w Star Treku musi się pojawić motyw alternatywnych światów. Tutaj mamy do czynienia z legendarnym i słynnym „mirrorverse”  gdzie historia potoczyła się trochę inaczej. Widzieliśmy początki Imperium Terran w serialu „Enterprise” tam jednak widz, został niejako wrzucony w ten zupełnie inny świat. Tutaj poznajemy obyczaje tego innego wymiaru oczami Kirka, oraz części załogi, która przypadkiem, podczas teleportacji trafili nie na swój statek ale właśnie ten drugi „Enterprise”. Wyobraźmy sobie świat w, którym nie ma Federacji tylko ludzkie imperium gdzie króluje przemoc i nienawiść. Trzeba przyznać, że scenarzyści się tutaj postarali. Świetnie wykreowali ten kompletnie odmienny świat a wrażenie to potęguje fakt, że mirrorowy Kirk zamierza zabić istoty z którymi przed chwilą „nasz” James negocjował. Fajnie też zobaczyć niegrzeczną załogę, wyznającą zasadę, że jedyny sposób awansu to nóż w plecy przełożonego.  Oczywiście zły Kirk również działa na kobiety jak magnes, dodatkowo posiada tajemnicze urządzenie, które pozwala mu likwidować wrogów na  odległość.  W tym wszystkim odnajdujemy brodatego Spocka któremu nasz Kirk zaszczepia ideały Federacji. Świetny, ciekawy i wciągający odcinek. Polecam, tym bardziej, że czekają nas jeszcze kolejne odsłony w tym brutalnym świecie.