Star Trek TOS: The Apple– recenzja (odcinek 2×09)

Klasyczny odcinek TOSa, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Mamy tu klasyczny pomysł. Załoga trafia na rajską planetę. Odkrywają, że jest tam inteligencja. Tubylcy są stłamszeni przez tajemnicze „coś”. Kirk ratuje tubylców. Niestety nie znajdziemy tu nic co pomogłoby temu odcinkowi nie być startrekową kliszą. Trochę zabawny jest Chekov z opowieściami o mateczce Rasiji ale to trochę mało. Ciekawiej już wyglądają tubylcy którzy są niejako odzwierciedleniem Adama i Ewy, są całkowicie niewinni, nie znają przemocy ani prokreacji (tu też oczywiście swoje trzy grosze musiał dorzucić James T. Kirk). Jest to nawet ciekawe tak samo jak całkowite oddanie Vaalowi oraz zatrzymanie ich procesu starzenia. Pojawia się natomiast pytanie (kolejny raz) dlaczego Kirk wraz z załogą ratuję ten lud? Przecież obowiązuje ich słynna pierwsza dyrektywa, najświętsze prawo Federacji mówiące o nieingerencji w cywilizacje przedwarpowe. Niestety scenarzyści znowu na to nie zważają i dają nam zwykły, przeciętny odcinek. Niekoniecznie zasługuje na obejrzenie.