Star Trek TOS: The Changeling – recenzja (odcinek 2×08)

Jeden z najlepszych odcinków TOSa. Mówię to bez ironii czy sarkazmu, z którego jestem znany. Mamy tu tajemniczą sondę, która niszczy węglowe jednostki życia jako nieefektywne. Jak się okazuje jest to ziemska sonda (Nomad), która spotkała się z jakąś cywilizacją robotów i zdobyła olbrzymią moc oraz misję zniszczenia węglowych form życia. Oszczędza Enterprise, ponieważ myli Kirka ze swoim twórcą. Oczywiście mimo strachu kapitan ratuje załogę i cały świat. Co ciekawe: logiką, która jest raczej domeną Spocka. Dlaczego uważam go za jeden z najlepszych odcinków TOSa? Otóż moim zdaniem kładzie on podwaliny pod historie, które będziemy oglądać w innych seriach. Podobny motyw będzie bowiem w pierwszym filmie kinowym, a wątek jednej z najsłynniejszych ras w Star reku, czyli Borg, jest dość podobny. Mam wrażenie, że tak jak nieoficjalnym rozwinięciem wątku Trelane z odcinka „The Squire of Gothos” jest Q, tak tutaj Borg oraz V’ger są pomysłami, które czerpią inspirację z tego odcinka. Pomijając tę zależność sam epizod jest niezwykle ciekawy zwłaszcza poprzez pokazanie zagrożenia, jakie nosi sztuczna inteligencja. Ogląda się to naprawdę dobrze. Zwłaszcza, że rzadko zdarza się w tej serii przeciwnik, którego Kirk nie może przechytrzyć pocałunkiem i seksapilem, tylko rozumem.  Tutaj zresztą widzimy ciekawą sytuację. Otóż po pierwszym sezonie Wiliam Shatner grający Kirka uznał, że Nimoy (Spock) ma zbyt dużo mądrych kwestii, przez co jego postać wychodzi na mniej inteligentną. Pokłosiem tego jest właśnie ten odcinek, gdzie w scenie pokazywania „logicznej sprzeczności” z Nomadą rozmawia Kirk, a powinien to zrobić Spock. Mimo to zachęcam do oglądania, naprawdę świetny odcinek.