Star Trek TOS: Who Mourns for Adonais? ? recenzja (odcinek 2×04)

No i się doczekaliśmy. Przed nami jeden z najsłynniejszych złych odcinków serialu. Mamy tutaj całą paradę atrakcji. Zacznijmy od tego, że Enerprise zostaje złapany na orbicie pewnej planety przez… wielką zieloną rękę. Następnie część załogi zostaje przeniesiona na planetę gdzie spotyka niejakiego Apolla. Tak dobrze kojarzycie to odkładnie ten sam gość który występuję w mitach greckich. Oznajmia on naszym podróżnikom, że kiedyś wraz z Zeusem i resztą ferajny rozbili się na naszej planecie i zostali uznani za bogów. Zdaje sobie sprawę, że podobny motyw mamy chociażby w serii Stargate ale tutaj jest to o wiele bardziej problematyczne. Po pierwsze, powstaje pytanie dlaczego wynieśli się oni z naszej planety. Po drugie dlaczego kosmici mieliby się ubierać tak jak w starożytnej grecji? Można oczywiście wysnuć wniosek odwrotny. To grecy zaczęli się tak ubierać pod wpływem swych bogów. Jednak jakoś ciężko mi uwierzyć w wysoko rozwiniętą cywilizację której przedstawiciele ubierają się w białe prześcieradło. Rzecz jasna zakończenie całej sprawy jest też nieciekawe i lekko głupie. Apollo zostaje zmuszony do zbyt wielu działań na raz oraz zdekoncentrowany przez co staję się łatwą ofiarą. Dodatkowo scenarzyści wprowadzili nową postać kobiecą do której płomiennym uczuciem zapłonął Scotty. Rzecz jasna nie ujrzymy jej już w żadnym epizodzie. Niestety jest to odcinek nie udany z gatunku tak złych, że aż wartych obejrzenia 😉 Polecam koneserom sci-fi jako, że odcinek doczekał się wielu parodii i mnóstwa odniesień a więc podobnie jak znany nam z pierwszego sezonu odcinek z Gornem wywarł spory wpływ na popkulturę.