Skok Millenium – recenzja książki

Hmm…Tym razem dostajemy historię typu Ocean’s Eleven. W zasadzie książka powinna się nazywać Solo’s 11 🙂 Han Solo zbiera tu ekipę, żeby obrabować pewnego gangstera. I co by tu dużo mówić, czyta się świetnie, pod warunkiem, że ktoś lubi tego typu klimaty. Ja osobiście jestem wielkim fanem, więc bawiłem się niesamowicie. Ciekawy plan rabunku, intryga to wszystko wciąga od pierwszych stron. Świetne są też postacie chociaż tutaj mam mały problem. Pojawia się tu bowiem znana z późniejszych historii Winter, jednak gdy później spotka Hana Solo nie wspominają o tej eskapadzie…Inną kwestią jest pojawienie się Lando Calrissiana mimo dość chłodnego pożegnania z Hanem w „Świcie Rebelli”. Świetni są tu też antagoniści. Czuć, że to prawdziwi gangsterzy, z tych których lepiej mięć za przyjaciół niż za wrogów. Tak jak wspomniałem czyta się to świetnie a liczne nawiązania do różnych filmów dodają fabule smaku. Można nawet zauważyć delikatne odniesienie do Indiany Jonesa :). Jednak mimo to podczas tej lektury naszło mnie parę przemyśleń. Czy to nadal są gwiezdne wojny? Równie dobrze historia mogłaby się dziać po pewnym delikatnych zmianach w USA 🙂 No i dlaczego wywiad imperialny zachowuję się tak dziwnie? Skoro jest on tutaj pokazany jak co najmniej dziecko CIA i KGB, to niby jak nie wyłapał wszystkich rebeliantów zanim zdążyli wsiąść do X-wingów? Na pocieszenie powiem, że koniec książki serwuje nam dość zaskakujący twist, a cała powieść jest po prostu typową rozrywkową fabułą. Mimo mankamentów – polecam.