„Strażnicy Galaktyki vol 2” oczami załogantów klubu P.I.F.K.O.

Tego nie mogliśmy opuścić. Pierwsze spotkanie ze Star Lordem i jego kompanami było czymś niezwykle nowym i świeżym w delikatnie kostniejącym uniwersum Marwela. Pokochaliśmy Groota, Draxa i resztę ekipy, dlatego część z nas z wypiekami na twarzy czekała na drugą część filmu. No i doczekaliśmy się…

Relacja według Śmiecha

O rany… Się działo… Filmowcy wyszli z założenia, że nie ma sensu zmieniać przepisu na sukces, więc po prostu zrobili to samo co wcześniej, tylko więcej, mocniej i bardziej intensywnie. I wyszedł film prawie idealny…

Zaczyna się z przytupem, gdy ekipa walczy z międzywymiarowym tworem. Wszyscy na siebie wrzeszczą, mały Groot tańczy wokół sieczki, Drax robi popis bezmyślności i zaangażowania – słowem jest kapitalnie. Humor, docinki, jednolinijkowce, chemia między bohaterami – to wszystko pokazuje, jak dużo dystansu do siebie i swojego filmu mają twórcy. Mówiąc wprost: to jest mój typ humoru.

- Grrrr...<br /> - Ja ciebie też grrrr...
– Grrrr…
– Ja ciebie też grrrr, mój misiaczku…

Widać, że film gra na modnej ostatnio nostalgii do lat 80-tych. Wjeżdżający fioletowy tytuł na napisach początkowych sprawia wrażenie wyjętego z K.I.T.T.a czy innego Airwolfa. Pojawiają się aktorzy znani z przepełnionych testosteronem hitów tamtych lat (Sylwester Stallone i Kurt Russel z „Tango i Cash” albo Michael Rooker – tutaj odtwarzający Yondu – z „Na krawędzi„). Do tego nawiązania do Davida Hasselhoffa czy Pac-Mana i jeszcze dużo więcej, ale to nie przeszkadza, a wręcz odwrotnie.  To wszystko buduje ciekawy i niepowtarzalny klimat, którego nie udało się osiągnąć niektórym innym mizernym produkcjom jadącym wyłącznie na nostalgii.

No i ten humor… Ge-nia-lny! 🙂

Piękny i obleśna, brzydka bestia.
Piękny i obleśna, brzydka bestia.

Czym byłem zaskoczony? Spodziewałem się, że podobnie jak w poprzedniej części tym najfajniejszym będzie Groot. Zwiastuny sugerowały, że będzie rozkosznie słodki i zabawny, ale okazało się, że dzięki najbardziej kozackim tekstom uwagę na ekranie przykuwał Drax. Prostolinijny, bezpośredni i rubaszny w niczym nie przypominał szukającego zemsty osiłka z pierwszej części. Teraz sypał żartami, robił z siebie klauna i bawił jak nikt. Ta zmiana zdecydowanie wyszła na dobre.

A wspomniałem już, jak bardzo podobał mi się humor? I że popłakałem się ze śmiechu na niektórych żartach? 🙂

Peter... I'm you father... Khhh-hhhh...
Peter… I’m you father… Khhh-hhhh…

Można mieć zastrzeżenia do przewidywalności fabuły. Do tego, że czasami pojawiają się dłużyzny i zgadzam się ze stwierdzeniem, że jeśli jakiś żart się na ekranie pojawia, to jest eksploatowany do granic wytrzymałości, ale mnie to osobiście ani troszeczkę nie przeszkadzało. Te kilka małych minusików ginęło w zalewie humoru słownego i komizmu sytuacyjnego, które z założenia były tutaj nadrzędne w stosunku do opowiadanej historii. Bo ten film nie ma pokazywać jakiejś bardzo skomplikowanej opowieści. Niby była opowiadana historia, niby każdy z bohaterów coś przeżył, odrobinę się czegoś nauczył i każdy kogoś na końcu stracił. Niby mowa tu o rodzinie i relacji syn ojciec (ojcowie). Ale nie to jest ważne. To bardziej pretekst do tego, żeby pokazać ciąg powiązanych ze sobą skeczy. Świetnych, zabawnych skeczy.

Do tej pory wstrzymywałem się z wystawianiem ocen liczbowych, ale wzorem kolegów chyba zacznę to robić. Tutaj nie mogę wystawić innej oceny, niż 8 Pac-Manów na 10. Odejmuję 2 Pac-Many za troszkę niepotrzebny wątek z Nebulą i za pewne dziury logiczne (np. to, że Ego podrywał każdą laskę w kosmosie na twarz młodego Kurta Russela), ale to nie zmienia faktu, że według mnie to najlepsza komedia, jaką widziałem od dłuższego czasu.

Ocena końcowa: 8/10
Ocena końcowa: 8/10

P.S. Mam ciągotki fizyczno-naukowe, więc pomysł z kwantowym polem asteroid uważam za E-K-S-T-R-A! 🙂

Recenzja według Bartasa

Co mam powiedzieć? Śmiecho powiedział wszystko o tym filmie. Jednak ja nie byłbym sobą gdybym nie miał (tym razem tylko delikatnie) innego zdania. Ja w kinie bawiłem się świetnie. Śmiałem się, wzruszałem wtedy, kiedy zaplanowali to twórcy, innymi słowy film mnie kupił. Jednak w tym wszystkim jest też lekki niedosyt. Przede wszystkim zabrakło mi jakiegoś utworu muzycznego, który pasowałby chociażby do końcowej walki. W całym filmie mamy zasadniczo tylko spokojne (ale bardzo dobre) rockowe ballady. Nie jest to jakiś straszny zarzut ale trochę mi to przeszkadzało. Tak samo trochę zbyt dużo poświęcono na relacje typu ojciec-syn, siostra-siostra czy Yondu-Stallone. 😉 Jednak to tylko takie małe minusiki przy niesamowitej zabawie jaką odczuje każdy, kto wybierze się do kina. Genialna zmiana akcentów z „zostaniemy drużyną” na „jesteśmy drużyną” i wspaniały Drax, który za każdym razem gdy film robi się zbyt patetyczny przebija bąbel dając nam uczucie dystansu do całego widowiska. Baby Groot, którego podejrzewałem o skradnięcie całego filmu został wykorzystany idealnie. Jest go na ekranie dokładnie tyle ile trzeba. Świetny film, wspaniała zabawa i pamiętajcie o 5 scenach po napisach. Szczerze polecam ten rewelacyjny film.

Recenzja według Wookiego

Tym razem jesteśmy chyba jednogłośni co do oceny filmu. Podobnie jak Śmiechowi, mi też bardzo odpowiada ten typ humoru i film po prostu do mnie trafił. Tego właśnie spodziewałem się po trailerach i to właśnie dostałem – świetna, inteligentna zabawa na dodatek w konwencji science-fiction w uniwersum Marvela. Czego chcieć więcej?

Powtórzę to co pisali już przedmówcy, ale mam po prostu taką potrzebę: Drax wymiatał – ta postać robiła ten film, dodając do tego małego Groota i mamy komplet. Jednak humor w zasadzie nie ustępował w tym filmie w ogóle – w zasadzie co scena to było coś śmiesznego, w porównaniu do pierwszej części odniosłem wrażenie, że jest tego dużo dużo więcej. Wszystko na dodatek skąpane w sosie nostalgii do lat 80.  Mrugnięcia okiem do widza są praktycznie w każdej scenie i jestem pewny, że nawet jak będę oglądał ten film drugi raz, to wszystkiego nie będę w stanie wyłapać. Cała koncepcja filmu jest po prostu rewelacyjna i ja ją kupuje od pierwszej sekundy.

Fabularnie trzeba zauważyć dwa ciekawe zabiegi. Po pierwsze zmiana akcentu całego filmu – modnie w tych czasach najważniejsza tutaj jest rodzina i to pojmowana w kilku aspektach. A to relacja siostrzana, relacja ojciec-syn no i przede wszystkim drużyna staje się rodziną. Nawet ten eksploatowany mocno motyw mi w przypadku Strażników Galaktyki nie przeszkadza, bo przemycone to wszytko jest rewelacyjnie. Drugim ciekawym zabiegiem było zakamuflowanie głównego przeciwnika naszej ekipy. Wyszło to dużo lepiej w ostatecznym rozrachunku niż to mięliśmy we wszystkich klasycznych ‚komiksówkach’. Przy takiej produkcji  nie można też zapomnieć o scenach akcji i tutaj też brak jakichkolwiek zarzutów. Wszystko jest przemyślane i dopracowane wizualnie w najmniejszych detalach.

Nowe nabytki Strażników też nieźle się przyjęły. Z Yondu można poczuć wręcz więź i sympatię – bardzo fajnie został on wyeksponowany. Mantis i Nebula dają sporo różnorodności i absolutnie nie mam im nic do zarzucenia. Ucierpiała na tym wszystkim jednak postać Gamory, której braku na ekranie chyba dało się jednak odczuć. Z resztą wszystkie postacie po prostu są rewelacyjne. Kurt Russell świetnie obsadzony w roli Ego, kapłanka Suwerenów, świetnie, Taser-face – oj tak, Sylwek Stallone – miły akcent i tak dalej i tak dalej. Czuć po prostu chemię na ekranie.

Ocena ‚Strażników Galaktyki vol. 2’ to już czysta formalność. Nie śmiałem się w kinie tak mocno  od czasów Deadpoola, więc nie mogę tego filmu ocenić niżej niż 9/10. Rewelacyjna robota – dobry, nieprzekombinowany scenariusz, pomysł reżysera na film, świetne aktorstwo, solidna realizacja audiowizualna. Moim zdaniem obowiązkowe dla każdego miłośnika science-fiction. U mnie spokojnie znajduje się w top 5 filmów komiskowych.

Recenzja według Mavisa

Koledzy powyżej praktycznie podsumowali cały film. Obraz zabawny, barwny, pełen akcji, humoru, świetnych tekstów Draxa, muzyki, i złoczyńca filmu był też nieźle skonstruowany. Dla mnie również Groot miał swoje momenty, ale prawdziwym asem były wypowiedzi Draxa, to swoją drogą świetnie zbalansowało drugą część, bo drzewiasty stworek nie może być ciągle śmieszny, po prostu by się szybko znudził, tak samo z resztą jak jego dziecięca forma. Podobnie jak Bartas odczułem brak piosenek z „przytupem”, za co pokochałem pierwszą odsłonę. Tu wszystkie piosenki były jak dla mnie na jedną nutę – spokojne. Brak energii tryskającej z utworu. Inaczej mówiąc, po pierwszej części, po paru nutach rozpoznawałem utwory ze ścieżki muzycznej… teraz niestety nie jestem w stanie tego zrobić.

Drugim minusem jest dla mnie kompletne pozbycie się wątku infinity stones ….

A teraz powymieniam parę ciekawostek, na które zwróciłem uwagę… Naturalnie te ingerujące w fabułę owieje mgłą spojler`ową:

  • Pamiętacie żabkę-klejnocik z pierwszej części,którą miał Yondu? – pojawia się znowu jako jedna z rzeczy na trumnie Yondu .
  • Gdy Nebula mówi, słychać jej „robotyczny” głos.
  • Jeśli zastanawiacie się kim jest Sylwek Stallone wraz z innymi postaciami, które w przeszłości wraz z Yondu tworzyli grupę, to wiedzieć należy, iż to był oryginalny skład strażników z pierwszych komiksów, którzy określani są jako „Guardians of galaxy 3000”.
  • Ego wspomina że jest istotą Celestialną – jest to już trzecia istota tego typu. W pierwszej części Kolekcjoner pokazał Strażnikom pierwszą osobę władającą kamieniem, a druga… była widoczna jako głowa, w której mieściło się miasto wraz ze skarbcem Kolekcjonera.
  • W filmie pojawił się kaczor Howard.
  • Pies w kostiumie astronauty, to nie Łajka. 🙂 Tak naprawdę to Cosmo Kosmiczny Pies posiadający mentalne moce, zdolny pokonać Draxa, Hulka czy Thanosa.
  • Napis na koszulce Star Lorda – niektórzy fani zdołali przetłumaczyć napis posługując się wzorem wirtualnej klawiatury z pierwszej części. 🙂
  • Skaner, którego używa Peter Quill w pierwszej scenie filmu, to przenośna gra Rugby firmy Matel.
  • Peter dostaje prezent (w sumie od Yondu), jest nim odtwarzacz mp3. Co ciekawe takie rozwiązanie było przedstawione w serii „How It Should Have Ended” dostępnym na YT, który bardzo podobał się reżyserowi James Gunn’owi .
  • Podczas przelotu statek z bohaterami mija wiele planet – na jednej z nich jest kamienny stworek; tą rasę widzieliśmy już w filmie Thor 2. Drugim znanym panem jest Stan Lee, który rozmawia z Obserwatorami. To prawdopodobnie jest wyjaśnieniem, dlaczego Stan pojawia się w różnych filmach, to ta sama osoba, gdyż jest informatorem Obserwatorów .
  • Adam Warlock, możliwy przeciwnik kolejnej części – w komiksach był złoczyńcą, jak i pozytywną postacią – po prostu był bardzo dobry w tym co robił.

Z pewnością w najbliższym czasie pojawią się jeszcze bardziej wnikliwe ciekawostki.

Wracając do głównego tematu – film jak najbardziej dla każdego  – 9/10