Star Trek TOS: Space Seed ? recenzja (odcinek 1×24)

Enterprise napotyka na swej drodze statek ziemski z końca XX wieku. Ponieważ wtedy podróże międzygwiezdne dopiero raczkowały, była stosowana procedura hibernacji. Kirk wraz ze swoimi doradcami zwiedza ten statek przy okazji ratując przywódce ludzi z XX wieku. Gdy on dochodzi do siebie okazuję się, że jest jednym z zaginionych 80 nadludzi (Augmentów) po wojnach które były prowadzone w latach 90 i o mało nie doprowadziły do zagłady ludzkości. Khan, bo to o nim mowa dość szybko uwodzi załogantkę Enterprise i przy jej pomocy przejmuję okręt gwiezdnej floty. Na szczęście Kirkowi i załodze udaje się odbić swoją własność.

Bardzo ciekawy i ważny odcinek. Ciekawy dlatego, że sporo się dzieje na ekranie, akcja praktycznie się nie zatrzymuje. Epizod potwierdza moją teorię, że historia jest o wiele ciekawsza gdy nasz bohater ma godnego rywala. A o Khanie można mówić sporo dobrego. Inteligentny, silny prawdziwy samiec alfa. Nawet sam Kirk ulega jego „urokowi” i zamiast zamknąć go w areszcie, pozwala mu zostać na planecie Cetii Alpha V.  Jest to również odcinek ważny ponieważ pogłębia naszą wiedzę na temat trekowego uniwersum. Dowiadujemy się o wyniszczających wojnach w latach 90 z udziałem nadludzi, o których już słyszeliśmy w serialu Star Trek Enterprise.

Innymi słowy: dobry,mocny, konkretny odcinek. Chcę się jednak przyczepić do dwóch rzeczy. Pierwsza to scena uwiedzenia pani historyk. Ja rozumiem, że serial kręcono w latach 60 i stosunek do kobiet był trochę inny niż obecnie, jednak ta scena już budzi tylko śmiech. Druga kwestia to sama tożsamość Khana. Przecież on sam podaje swoje imie!!! Skąd więc tak długie dochodzenie kim on jest, no i jego zdziwienie, gdy komputer wreszcie wskazuję, że to Khan Noonien Singh? No ale po za tymi dwoma kwestiami epizod jak najbardziej godny polecenia.