Star Trek TOS: The Return of the Archons? recenzja (odcinek 1×22)

Tym razem nasza dzielna załoga trafia na planetę, gdzie panują bardzo dziwne zwyczaje. Otóż o godzinie 12 ludzi ogarnia szał i nikt nie panuje nad tym co robi. Potem po 24h szaleństwo mija a społeczeństwo zapomina o rozróbach. Troszeczkę to przypomina fabułę słabiutkiego filmu „Noc oczyszczenia”, ale nie bójcie się, tu jest lepiej (tak jakby mogło być gorzej niż we wspomnianym filmie). Jako, że do grupy „szalonych” trafia jeden z załogantów i Sulu, Kirk rusza sprawdzić co jest na rzeczy. Jak się okazuję wszystkiemu winny jest Landru, czyli potężny komputer, który steruje społeczeństwem. Rzecz jasna Kirk i Spock szybko sobie z nim radzą w tak zwanym ‚TOS style’, czyli pętlą logiczną. Odcinek ogląda się bardzo dobrze. Historia ma odpowiednie tempo a tajemnica jest odpowiednio długo skrywana. Wielki plus za pomysł społeczeństwa sterowanego w ten sposób przez komputer oraz za wizję w jaki sposób nowe elementy (nowi osobnicy) są wciągani do zbioru Landru. Jedno o co mogę się przyczepić to kwestia Pierwszej Dyrektywy. Jak pamiętacie jest to najświętsze prawo Federacji, mówiące o zakazie ingerencji w niżej rozwinięte cywilizację. Tutaj jednak Kirk uznaję, że to prawo do tyczy tylko żyjących cywilizacji a tą steruję nieżywy komputer. Delikatnie to naciągane, ale można to zrzucić na karb braku, póki co, spójnej wizji federacyjnej (nawet nie padła jeszcze nazwa Federacja). Po za tym odcinek wciągający i ciekawy. Polecam.