Star Trek TOS: Tomorrow is Yesterday ? recenzja (odcinek 1×21)

No i trafił nam się kolejny nudny odcinek serialu TOS. On nie jest zły, głupi czy dziwny. Niestety, on jest po prostu nijaki. Fabuła opowiada o przypadkowej podróży Enterprise w przeszłość, wprost do lat 60. Tam wykryty przez ówczesne lotnictwo niszczy samolot ratując w ostatniej chwili pilota. Tutaj zaczyna się główny problem, czyli jak odesłać pilota i nie zmieniać historii. To dałoby nam mega interesujący epizod, jednak scenarzyści nie stanęli na wysokości zadania. W tzw. międzyczasie Kirk i Sulu włamują się do tajnej bazy, kapitan zostaje złapany, potem uratowany i tak dalej. Bardzo chciałbym wam powiedzieć, że jest to wszystko ciekawe i ogląda się ten odcinek z wypiekami na twarzy. Nie będę was jednak oszukiwał, tak jak wspomniałem wcześniej, jest nudno i byle jako. Co prawda, fajna jest reakcja pilota, na widok skąpo ubranych dziewcząt na pokładzie Enterprise, co pokazuje stosunek do płci pięknej w latach 60. Zresztą mam podejrzenie, że gdyby odcinek poszedł tropem reakcji pilota na statek kosmiczny (tak jakby zareagował widz) epizod byłby o wiele ciekawszy. Wyobraźmy sobie jego zdziwienie na widok mieszanej załogi (tak narodowo jak i rasowo). Tutaj co prawda był zdziwiony na widok Spocka, natomiast brak reakcji na Uhure czy Sulu. No ale nie ma co narzekać, mamy to, co widać. Jako ciekawostkę, warto zauważyć, że na tym etapie produkcji Enterprise był statkiem Zjednoczonej Ziemii. No cóż nie od razu Federację zbudowano. Zasadniczo nie polecam.