Gwiazda Śmierci – recenzja książki

Wreszcie książka z perspektywy „tych złych”. Poznajemy tu historię budowy niszczycielskiej maszyny oraz poznajemy ludzi, którzy na niej żyją i pracują. Wszystko niby fajnie, ale czy obyło się bez zgrzytów? No cóż powiem tak: pełno tu wyrazistych nowych postaci, ciekawe nawiązanie do poprzednich książek. Od czasu do czasu pojawia się Tarkin czy Vader – ot takie beztroskie życie na stacji bojowej Imperium. To co mi odrobinę, ale tylko odrobinę przeszkadzało to fakt, że znamienita większość nowych bohaterów to osoby czułe na Moc. Trochę irytujące, gdy czytasz książkę o Imperium, a tu co drugi bohater ma wpływ na rzeczywistość przy pomocy tajemnej siły. Zwłaszcza, gdy stację odwiedza jego wysokość Vader i nic nie robi z faktem, że na miejscu ma kilka skupisk mocy. Skoro już jesteśmy przy naszym ulubionym czarnym charakterze, to rzeczywiście miło się czyta jego słowne potyczki z Tarkinem a i sama książka rzuca nieco światła na ich relacje. Z plusów wymienię jeszcze wydarzenia z Nowej Nadziei pokazane z innej perspektywy. Natomiast to co mi się nie spodobało to sama końcówka. Niestety bohaterowie musieli zwątpić w Imperium i zaplanować ucieczkę. Jakież by to było piękne, gdyby zostali i zginęli na stacji. Jak inaczej wtedy oglądałoby się Nową Nadzieję. Niestety twórcom zabrakło odwagi. Mimo to polecam te opowieść.