Star Trek TOS: The Consience of the King ? recenzja (odcinek 1×12)

Mistrzowski odcinek TOSa. Nie tylko dlatego, że sama fabuła jest dość interesująca i trochę kryminalna. Przede wszystkim ten epizod w świetny sposób tworzy świat Star Treka. Dowiadujemy się w nim co nie co o przeszłości Kirka i jednego z załogantów ale również o pewnej planecie (Tarsus IV) i o jej historii. Okazuję się bowiem, że rządzący tam gubernator Kodos, w sytuacji kryzysowej okazał się okrutnym psychopatą, dzięki czemu zyskał przydomek „kat” a świadkiem tego był właśnie przyszły kapitan Enterprise. Teraz już po kilkudziesięciu latach Kirk natyka się na pewną trupę aktorską, w której prym wiedzie osobnik łudząco podobny do Kodosa. Tutaj zaczyna się główna zagadka epizodu. Czy przywódca trupy jest „katem”? A może to tylko przypadkowe podobieństwo? Niestety jak dla mnie ten twist jest ujawniony zdecydowanie zbyt szybko. Również tajemnica morderstw jest dość oczywista i ciężko nas tym zaskoczyć. Lekko dziwnym pomysłem jest też to, aby ukrywający się ludobójca latał po całym kwadrancie i występował na scenach. Musicie przyznać, że dość dziwny sposób schowania się przed ludzkością. Jednak końcowe rozterki Kodosa, gdy tłumaczy swoje zachowanie i widać jego ból, wynagradzają nam te minusy oraz skutecznie tworzy rozbudowaną postać. No i przede wszystkim za tworzenie realnego świata ogromny plus dla scenarzystów. Polecam.