Expanse – The Seventh Man (sezon 2, odcinek 7, recenzja)

Cały Układ Słoneczny próbuje się ogarnąć po niewyjaśnionym incydencie na Ganimedesie. Odcinek przenosi nas do wszystkich trzech liczących się sił i pokazuje jak oni próbują ogarnąć zaistniałą sytuację.

Obie najbardziej zainteresowane strony kompletnie nie wiedzą co się stało na jowiszowym księżycu. W Narodach Zjednoczonych zderzają się pomysły ataku odwetowego, zakładając z góry, że był to atak Marsa oraz próby dowiedzenia się faktycznie co się stało i deeskalacji konfliktu. Mieszkańcy czerwonej planety są w lepszej sytuacji, bo mają naocznego świadka wydarzeń – Bobby Draper. Na Ziemi sekretarz Avasarali udaje się przeforsować swój pomysł, aby dowiedzieć się więcej o incydencie. Natomiast MCRN Sirocco prowadzone jest śledztwo, iście w marsjańskim stylu – przy użyciu znanego już medykamentu zwiększające percepcje podczas przesłuchania. Do tego dochodzi manipulacja oraz polityka.

Nie mniej ciekawe rzeczy dzieją się na stacji Tycho, którą odwiedza znany z Ceres pan Dowes, który chce wykorzystać dotychczasowe sukcesy Pasiarzy z placówki dowodzonej przez Freda Johnsona do swojej polityczno-propagandowej rozgrywki z wewnętrznymi planetami, tym bardziej, że stawka wzrosła – Pas Asteroid – otrzymał miejsce w rokowaniach pokojowych między Ziemią i Marsem. Jak można się spodziewać Dowes knuje, przemawia i manipuluje – krótko mówiąc nie robi co może, aby osiągnąć cel, co ostatecznie kończy się dosyć dynamicznymi wydarzeniami 🙂

„The Seventh Man” może wydać się odcinkiem przegadanym, jednak sam oglądałem go z zapartym tchem. Z jednej strony sporo czasu poświęcono śledztwu prowadzonym MCRN Sirocco, a tam gdzie są Marsjanie, zawsze jest interesująco. To co już mieliśmy okazję widzieć w pierwszym sezonie, czyli przesłuchiwanie według standardów z Czerwonej Planety, dostaliśmy tutaj rozbudowane i uzupełnione o dodatkowe elementy. Ostatecznie dochodzi do bardzo zaskakującego  zakończenia śledztwa, w które sama Bobby Draper nie może uwierzyć. Czuć stawkę o jaką toczy się gra i w związku z tym do czego jest w stanie posunąć się honorowa z założenia Skonfederowana Republika Marsa. Do tego dochodzi Dowes, na którego powrót czekałem od dawna i dziwiłem się, dlaczego do tej pory jeszcze nie wściubił swojego nochala w działania Pasiarzy na Tycho. Można być spokojnym, że lider OPA jeszcze da o sobie znać w najbliższym czasie. Postać ta mnie w prawdzie osobiście wkurza, ale myślę, że dokładnie taką rolę ona między innymi w serialu ma. Wkurzała mnie w pierwszym sezonie i teraz nic się nie zmieniło. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo dobrze, że Dowes się pojawił i robi to co robi – miesza, knuje, wkłada kij w mrowisko i co więcej spełnia się w tym doskonale. Jest wiarygodny w tym co robi i jego motywacja jest zrozumiała, ale nic nie poradzę, że jest przy tym dla mnie irytujący.

Zabrakło mi natomiast w tym odcinku trochę Ziemi – jedna scena to trochę mało biorąc pod uwagę napiętą sytuację, w jakiej znajduje się cały Układ Słoneczny. Chciałbym powrotu do tego, co mieliśmy okazję oglądać na początku tego sezonu, czyli przynajmniej więcej zakulisowych działań sekretarz Avasarali, przydałby się też jakikolwiek wydźwięk społeczeństwa w kontekście tego co się stało z Erosem i Ganimedesem – wiemy co myślą o tym marsjańscy żołnierze, Pasiarze na Tycho, natomiast nastroje z Ziemi przekazywane są nam jedynie przez polityczno-dyplomatyczny filtr nałożony na radę Narodów Zjednoczonych. Tutaj spodziewałbym się poprawy.

Jak wspomniałem na początku, odcinek ten jest raczej statyczny, pozwala zaczerpnąć nieco oddechu po tym, co do tej pory działo się na ekranie. Co więcej, wydaje mi się to potrzebne, żeby cała opowiadana historia była wiarygodna, a bez ukazania reakcji głównych sił na to co się działo na Ganimedesie, czułoby się w tej kwestii spory niedosyt. Od początku też Expanse nie był też serialem skupionym wyłącznie na akcji, ale też na aspekcie politycznym ważnych wydarzeń. Do tego, w tym epizodzie wprowadzono do z powrotem do gry ważną postać, jaką jest Dowes i zrobiono to bardzo umiejętnie, kończąc na dodatek odcinek mocnym huknięciem, czego z resztą po liderze OPA można było się spodziewać. Mój zachwyt do Expanse w najmniejszym nawet stopniu nie zmniejszył się po tym odcinku.

 

Źródło zdjęć: SyFy