„Logan” oczami załogantów klubu P.I.F.K.O.

W tym miesiącu postanowiliśmy zaszaleć i jak na rasowych fanów sci-fi przystało wybrać się na poznański maraton filmów z serii X-men. Rzecz jasna najbardziej oczekiwaliśmy na ostatnią pozycję, czyli premierowy pokaz filmu „Logan”. Jak wypadło pożegnanie Jackmana z kultową postacią Wolverina? Czy warto było czekać do 2 nad ranem, aby ujrzeć ten film? Poniżej znajdziecie odpowiedzi na te pytania.

Recenzja według Bartasa

Nie zamierzam was trzymać w niepewności. Wreszcie udało się zrobić dobry film o Wolverinie. Pomogła tutaj kategoria R, ale również fenomenalny, dojrzały scenariusz. Mamy tutaj podstarzałego Logana, który opiekuję się starym, schorowanym profesorem Xavierem. Ich byle jaką egzystencje burzy pojawienie się pewnej dziewczynki. To dało punkt wyjścia do szeregu różnych sytuacji, z których ochoczo korzysta reżyser. Mamy tu genialną zabawę konwencją, pojawia się motyw filmu drogi, elementu westernu, a nawet subtelne łamanie czwartej ściany. Pojawienie się dziewczynki przeistacza relację przyjaciel-przyjaciel na opcję dziadek, syn i córka. Motyw rodziny zresztą jest tu dość mocno eksploatowany, ale nie czuć znużenia. Tak samo jak opieka Rosomaka nad profesorem chwyta za serce zwłaszcza, jeśli pamiętamy poprzednie filmy z serii. A skoro już przy tym jesteśmy, to za to, co zrobili ze swoimi postaciami Patrick Stewart i Hugh Jackman powinni dostać nie tylko Oscary, ale również wszystkie inne znane ludzkości nagrody. Ja osobiście byłem pod wielkim wrażeniem, zwłaszcza gdy oglądałem profesora X, obdartego z dostojności i optymizmu znanego z poprzednich części. Również młoda aktorka, która grała X-23, zagrała fenomenalnie. Jedyny minus to, tak jak zwykle już niestety, przeciwnik. Początkowo oponent wydawał się charyzmatyczny i konkretny, jednak później okazał się tylko pionkiem złej korporacji. Jednak mimo to otrzymaliśmy wreszcie poważny, dojrzały film o przemijaniu, rodzinie, śmierci i narodzinach z superbohaterami. Dla jasności: tu nikt nie ratuje świata przed zagładą, tu największym marzeniem jest dożycie starości na jachcie. Zdecydowanie jestem za takim podejściem do opowiadania historii. Jeszcze tylko dodam na zakończenie, że zdecydowanie Logan:Wolverine to nie jest film dla dzieci. Przekleństwa padają gęsto, podobnie jak oderwane głowy przeciwników, a tematyka może być przyciężka dla małoletnich widzów.

Recenzja według Wookiego

Przyznam się, że jedyne co powodowało że w jakikolwiek sposób byłem zainteresowany tym tytułem, to fakt, że po sukcesie Deadpoola zmienili mu kategorię wiekową na tak zwaną erkę, czyli tylko dla dorosłych. Poprzednie filmy o Wolverinie były słabsze i nic nie wskazywało na to, że będzie inaczej teraz. Na szczęście „Logan” to jeden z tych filmów, który mnie bardzo pozytywnie rozczarował. Już pierwsza scena filmu zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie – nasz rosomak w końcu pokazał po co ma pazury – kończyny ścielą się gęsto, adamantium przecina ludzkie ciało jak papier. Nareszcie walka tego mutanta pokazana jest wiarygodnie a nie niczym z legendarnego serialu o Herkulesie z Kevinem Sorbo, gdzie nigdy nie zobaczyliśmy kropelki krwi na ekranie mimo miliona walk na miecze 😛

Zaraz potem akcja lekko spowalnia, a my mamy czas na ogarnięcie się w sytuacji. Jest rok 2029, mutantów już praktycznie nie ma. Logan pracuje jako kierowca limuzyny, mieszka w jakimś skłocie na pustyni, gdzie opiekuje się profesorem Xavierem, który jest w stanie starczej demencji, co biorąc pod uwagę jego moce jest niebezpieczne dla otoczenia. Z samym Loganem też nie jest najlepiej – starość również odbiła się piętnem na jego możliwościach regeneracyjnych, przez co jego metalowy szkielet podtruwa go od środka. Świat przedstawiony jest depresyjny, ciężki, pesymistyczny. Przypomina nieco ten z pierwszej części Mad Maxa.

W tak poukładane życie Wolverina wkrada się Laura, nastoletnia mutantka o takich samych mocach co on sam. Cała akcja kręci się od tej pory wokół tej dziewczynki, którą oczywiście ci źli chcą wytropić i złapać. Jeśli chodzi o przeciwników, to było nieźle. Pierce był naprawdę charyzmatyczny, szkoda, że szybko schodzi na drugi plan, bo rokował bardzo dobrze. Tak jak Bartas wspomina, duża część „Logana” to tak naprawdę film drogi, który bardzo dobrze się ogląda. W fabule nie ma wielkich fajerwerków, zwrotów akcji czy zaskoczeń, ale nie jest to absolutnie zarzut. Scenariusz jest na tyle dobrze napisany, że historia przedstawiona trzyma się po prostu kupy, a dialogi są momentami wręcz genialne. Jedyny zgrzyt dla mnie fabularny to wprowadzenie niejakiego X-24. Nie wiem, być  może jest to zgodne z samym komiksem, ale dla mnie trochę na siłę.

Aktorsko jest też po prostu rewelacyjnie. Patrick Stewart musi, ale to musi dostać Oscara za rolę podstarzałego profesora Xaviera – jeśli faktycznie to jego ostatnia produkcja, gdzie wciela się w tę postać, to pożegnanie było po prostu godne. Podobnie jest z Hugh Jackmanem. Nie był może on aż tak dobry jak sir Patrick, ale w końcu było widać, że doskonale czuje odgrywaną postać. Dlaczego takiego Wolverina nie ma w całej serii o X-menach? Było to godne przejście na superbohaterską emeryturę. Do tego oczywiście dochodzi młodziutka Dafne Keen (myślę, że warto powili zapamiętywać to nazwisko), która w roli Laury była też fenomenalna i w ciemno przyjmę całą trylogię o jej postaci, pod warunkiem, że to ona wciąż będzie odgrywać główną rolę. Zastanawiam się tylko, czym dało się przekonać jej rodziców, aby zagrała taką postać, która na dodatek nie pozostawała dłużna Loganowi w robienia pożytku ze swoich szponów.

„Logan” to film ciężki, poważny całkowicie odmienny od tego co cała seria o X-menach nam do tej pory serwowała i mi to odpowiada. Kategoria R bardzo pomogła i nie wyobrażam sobie tego tytułu bez brutalności. Nie epatowała ona tutaj dlatego, aby szokować. Podkreślała natomiast mrok i kategorię wagową filmu i przede wszystkim uwiarygodniała postać samego rosomaka – jego metalowe szponu nie były po to, aby otwierać butelki z piwem lub konserwy na kolacje 😉 Na dobre też (znowu) wyszła wolna ręka jaką wytwórnia FOX dała reżyserowi Jamesowi Mangoldowi.  W Deadpoolu ta zagrywka się sprawdziła tym razem równie efekt końcowy jest co najmniej zadowalający. DC i Warner Bros wyciągajcie wnioski!!!! Podoba mi się też to, że nie ma tutaj kolejnego promienia do nieba, które otwiera wrota do piekieł, innego wymiaru, czy innego czorta. Sprawa toczy się o coś bardziej przyziemnego, a nasz Wolverine nie ratuje całej ludzkości. Na dodatek atmosfera panująca w „Loganie” też mi bardzo leżała – była 3 w nocy a ja byłem tak wpatrzony w ekran, że o spaniu nie było mowy, a trzeba dodać, że ten film to nie jest „Mad Max na drodze Gniewu”, gdzie akcja zaczyna się w pierwszej minucie filmu a kończy w ostatniej. Są tutaj przestoje, zwolnienia akcji, czasami wręcz bardzo melancholijne sceny, a ja nadal oglądałem to z wypiekami na twarzy. Po prostu w końcu dostaliśmy poważny film o superbohaterach, z świetną reżyseria i scenariuszem, gdzie aktorzy wspinają się na wyżyny swoich możliwości. Taki przepis musi wróżyć doby efekt końcowy. Dla mnie rewelacja i nareszcie dobry film po wielu miesiącach posuchy. Oceniam „Logana” na 8,5/10.

Recenzja według Mavisa

Do kina poszedłem ze względu na przygody znanych mi mutantów, tj. Wolverina i Profesora X. Są to postacie, które przewijają się przez całą serię o X-menach, dlatego też można znacząco prześledzić ewolucję i życiorys bohaterów (nawet bardzo słaby X-Men Geneza: Wolverine pokazuje fragmenty dzieciństwa Rosomaka). Dlatego byłem bardzo ciekaw filmu opartego na komiksie „Old man Logan”. Tak jak Wookie pisał, motyw z ratowaniem Ziemi, czy inne tego typu sprawy nie występują (nie ma też scen z członkami Avangersów, tak jak było w komiksie). 🙂 Fabuła skupia się na relacji Logana, Xaviera i X23. Zaskakujące w dzisiejszych czasach jest fakt, iż na ekranie nie spotkamy szybkich przejść, trzęsącej  się kamery, rozmytych scen walki i innych podobnych zabiegów, dzięki czemu można delektować się każdą sceną.

Kategoria R została bardzo dobrze wykorzystana, pokazując jak naprawdę pokonywał swych wrogów Wolverine, bez gloryfikacji krwi, wybuchających kończyn itp. Po prosu krew jest tam gdzie powinna być, każde cięcie skutkuje raną, ba nawet ubrania przeciwników nie stanowią niepenetrowanej bariery dla adamantium (tak jak było to w poprzednich częściach). Wszystko tu ma ręce i nogi ( no poza przeciwnikami). 🙂 Kompozycja scen akcji i „powolnych”  (nie nudnych) ujęć przedstawiających bohaterów, jest świetnie zbalansowana; tzn. chodzi mi o to, że opowieść o bohaterach jest dostosowana do ich wieku, gdyby była przedstawiona w szaleńczym tempie, to postacie były by mniej wiarygodne. Pod tym względem montaż zdjęć jest genialny, widz może skupić się na postaciach, które potrzebują czasu, np zaniesienie Xawiera na piętro do łóżka: Rosomak nie podskakuje po nich, po prosu wchodzi, lekko kulejąc, a wcześniej z rodzicielską czułością podnosi Profesora z krzesła.

Trzeba nadmienić, że to zupełnie inny typ filmu o superbohaterach, z pewnością dlatego odnosi taki duży sukces. Dla mnie to też film sentymentalny, gdyż związałem się z tymi postaciami i ich ostatnie wystąpienie wzbudza smutek. Naturalnie polecam…

…nie polecam  – zalecam obejrzenie tego filmu ( oczywiście jeśli masz 18+ lat )

Moja ocena „Logana” to 9/10 (  było by 10/10 gdyby nie X24 )