Expanse – Paradigm Shift (sezon 2, odcinek 6, recenzja)

Wydawałoby się, że po rewelacji jaką nam zaserwowały dwa poprzednie odcinki „Paradigm Shift” będzie spokojny i bez żadnych wstrząsów. Jak to mówi znany polski youtuber: „Nic bardziej mylnego” 🙂

Oczywiście zarówno Narody Zjednoczone jak i Pasiarze starają się zbierać po tym, co stało się z Erosem. Ziemianie są szczególnie zdeterminowani, bo nie wiedzą czy był to atak Marsa, który w ten sposób zademonstrował nową przerażającą technologię. Zbadanie tego co się stało z Erosem staje się głównym priorytetem działania rządu. W to wszystko wbija się klinem sekretarz Avasarala, która rozgryzła część intrygi, jaka dzieję się na Błękitnej Planecie. Ta postać w drugim sezonie wyraźnie błyszczy a w tym odcinku pokazuje już swoją pełnię umiejętności politycznych. Zastanawiam się tylko, czy nie za wcześnie odsłoniła swoje karty… W każdym razie, podoba mi się, że na Ziemi atmosfera się zagęszcza i w końcu Chrisjen może trochę bardziej poszarżować. Wątek ten często wlókł się bardzo, a teraz jest szansa na większą dynamikę. Jestem też ciekaw, co ma jeszcze w zanadrzu sprawca całego zamieszania, któremu się zaczyna grunt pod nogami zapadać.

Tradycyjnie już w tym sezonie, odskocznią w tym odcinku jest natomiast to, co się dzieje na stacji Tycho po powrocie załogi Rocinante. Wkrada się tutaj trochę humoru i sielankowego nastroju. Nie oznacza to oczywiście, że nic tu się nie dzieje. Coraz bardziej widać różnice zdań wśród głównych postaci. Zaczynają się kolejne działania za plecami i w tajemnicy. W zasadzie by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że trochę to przewidywalne i bez większego polotu. Brakuje tutaj jakiegoś odważniejszego podejścia do tematu. W każdym razie Holden ciągle ma problem i nie chce wybrać strony po której stanie – wciąż działa dla wyższego dobra a nie dla konkretnej frakcji. Problem w tym, że załoga myśli już trochę inaczej. Alex naturalnie skręca w kierunku ojczystego Marsa, Naomi natomiast czuje coraz większą potrzebę zaangażowania się w obronę Pasa przed wszelkimi zagrożeniami z zewnątrz. Na to wszystko dochodzi kwitnący romans kapitana i Naomi, który zaczyna silnie wpływać na decyzje podejmowane przez dowódce okrętu. Dobrze, być może nawet zbyt ostentacyjnie pokazuje to, dlaczego dowódcy nie powinni wchodzić w związki ze swoimi podwładnymi.

Ciekawym wątkiem odcinka była historia wynalezienia napędu Epsteina, który 137 lat przed akcją z serialu zrewolucjonizował podróże międzyplanetarne i zarazem spowodował odseparowanie się Marsa od Narodów Zjednoczonych. Jest to kolejna doskonała historia, która spaja całe uniwersum, a przy okazji sama w sobie jest całkiem interesująca.

Najważniejszym i dla mnie oczywiście najbardziej ciekawym wątkiem był ciąg dalszy historii marsjańskich marines pod dowództwem Bobbie Draper. Już w poprzednich odcinkach zostali oni wysłani na Ganimedesa do patrolowania tamtejszej plantacji. Co ciekawe, rolnicze przedsięwzięcie było rozwijane na tym księżycu Jowisza wraz z Narodami Zjednoczonymi, jednak po zaognieniu sytuacji Mars zdecydował się na zwiększenie sił ochrony swojej części przedsięwzięcia. Jak można się domyślać, nie skończyło się na nudnej, rutynowej misji patrolowej. Na powierzchni i na orbicie rozpętało się piekło i w ten sposób kończy się się odcinek, pozostawiając nas z pytaniami do następnego tygodnia.

„Paradigm Shift” to kolejny bardzo dobry odcinek i nie mam już wątpliwości, że drugi sezon Expanse jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Zgrzyta mi tutaj prymitywne podejście do rozterek i intryg wśród załogi Roci, ale póki co jest to jeszcze do przełknięcia. Mam nadzieję, że to się rozwinie w coś interesującego. Na plus zasługuje natomiast poprowadzenie akcji na Ziemi i w końcu pełna konfrontacja sekretarz Avasarali z sekretarzem obrony Errinwrightem. Rewelacją dla mnie jest też historia wynalezienia napędu Epsteina. Natomiast historia Ganimedesa z końcówki epizodu to już jest to co tygryski lubią najbardziej i proszę o więcej. Niezmiennie polecam ten rewelacyjny serial.

 

Źródło zdjęć: SyFy