Star Trek TOS: Charlie X ? recenzja (odcinek 1×07)

Bardzo interesujący i co ciekawe głęboki odcinek. Mamy tu chłopca (nastolatka), który zostaje obdarzony praktycznie nieograniczoną mocą. W związku z tym jest, delikatnie mówiąc, trudny do opanowania, a jedyną osobą, którą szanuje jest kapitan Kirk. Pomijając oczywisty zarzut o oklepany motyw (w latach 60 nie był), to odcinek zachwycił mnie podejściem do tematu dojrzewania. Widzimy tu tytułowego Charliego, który wyraźnie nie radzi sobie z burzą hormonów i emocji w jego głowie. Jeśli dodać do tego jeszcze pierwszą miłość, to mamy przepis na katastrofę. Myślę, że każdy z nas przeszedł okres buntu i pierwszej miłości, ale dzięki bogu nie mieliśmy takich mocy jak Charlie. Do tego należy dodać relacje Kirk – Charlie i kolejną kwestię, którą podnosi ten odcinek. Jak rozmawiać z dziećmi? Jak im wytłumaczyć pewne sprawy damsko męskie? Czy warto to robić? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedź w tym odcinku. Polecam zwłaszcza rozmowę na mostku, gdy następuje przepychanka kto ma przeprowadzić rozmowę wychowawczą z Charliem jak i samo zmieszanie Kirka tłumaczącego pewne sprawy. Pod koniec odcinka poznamy jeszcze ciekawych obcych, o których niestety już nie usłyszymy. Mimo to gratuluje dojrzałości scenarzystom i wiecie co? Chcę więcej 🙂