Star Trek TOS: The Naked Time ? recenzja (odcinek 1×06)

Kolejny interesujący odcinek. Tym razem załoga trafia na substancję, która działa na ludzi (i nie tylko) tak jak alkohol bądź narkotyki, czyli usuwa jakikolwiek ogranicznik w organizmie. Dzięki temu widzimy Sulu biegającego ze szpadą, Irlandczyka śpiewającego pijackie piosenki i Spocka, który wyraźnie cierpi. Dlaczego uważam, że to interesujący odcinek? Pozwala on bowiem lepiej poznać załogę Enterprise a odcinek jest na tyle ciekawie opowiedziany, że łatwo się wczuć w beznadziejną sytuację kapitana Kirka i spółki. Do tego dochodzi dość sprytne poprowadzenie akcji, gdzie substancja przenosi się wraz z potem i można zarazić się przez dotyk więc widz ma zabawę kto się zaraził i co się będzie dziać.  Oczywiście jak przystało na produkcję z lat 60 w momencie zarażenia zostajemy poinformowani odpowiednim sygnałem dźwiękowym 🙂 ale to mi jakoś specjalnie nie przeszkadza. A sama końcówka zwiastuję nam jakie przygody Enterprise nas jeszcze czekają. Odcinek jako przestroga przed jakimkolwiek używkami jest naprawdę ciekawy zwłaszcza, że widzieliśmy coś podobnego już w Entku a i w przyszłości tego typu perypetie nie będą omijać naszych dzielnych załóg.