Star Trek TOS: Mudd’s Women ? recenzja (odcinek 1×03)

Tym razem mamy trochę słabszy odcinek TOSa, ale nadal nie ma tragedii. Spotykamy tu sympatycznego handlarza i oszusta Harrego Mudda, który zostaję złapany przez kapitana Kirka wraz z trzema pięknymi dziewojami. Te działają dość hipnotycznie na męską część załogi. Wkrótce okazuję się dlaczego i co planuje nasz kanciarz. Napisałem, że Mudd jest sympatyczny, bo taki właśnie ma być. To typ pirata, który zawsze patrzy jak Cię oszukać w karty uśmiechając się przy tym promiennie. W tym epizodzie widać w jakich latach był kręcony serial. Wtedy, w latach 60-tych, głównym zadaniem kobiety było ładnie wyglądać a jej jedyną bronią seksapil. Co ciekawe również w tym odcinku scenarzyści ukryli drugie dno w postaci ciekawych spostrzeżeń na relację damsko-męską. Czego tak naprawdę oczekują mężczyźni? Kobiety wspierającej ich i inteligentnej czy ładnej błyskotki? Przy okazji z epizodu można wyciągnąć jeszcze jedną lekcję: zawsze należy być pewnym siebie i jest to najlepsza pigułka seksapilu i piękności. Odcinek słabszy od poprzedniego ale nadal ma moc ;). Warto zobaczyć.