Star Trek TOS: Where No Man Has Gone Before ? recenzja (odcinek 1×01)

Pierwszy oficjalny pilot serialu i od razu trzeba zaznaczyć, że ciągle zachwyca. Wspaniała fabuła opowiadająca o rozwoju człowieka, w tym konkretnym przypadku przyśpieszonym przez próbę przekroczenia granicy galaktyki. W ten sposób Gary Mitchell zyskuje nadludzkie możliwości stając się jednym z najtrudniejszych przeciwników kapitana Kirka. Jednak mimo zachwytów nad fabułą i esencją Star Treka, muszę zauważyć parę rzeczy, które bardzo mocno rażą jeżeli znamy serię. Pomijam już kwestię dziwnych mundurów czy brak McCoya. Również Sulu występuję tu w niebieskim mundurze i jest członkiem „działu biologicznego”. Bardziej zabolało mnie to, że bardzo ciekawy pomysł ludzkiej ewolucji i powstania ludzi o zdolności pozazmysłowej został kompletnie porzucony. Nie usłyszymy już więcej o tzw. ESPE. Nie ma jednak co płakać bo i bez tego czekają nas ciekawe odcinki i nowe ciekawe światy. Jak na oficjalne rozpoczęcie sagi („The Cage” nie zostało wyemitowane) ten odcinek jest wprost idealny. Jeżeli zastanawialiście się czy TOS was nie odrzuci to ten odcinek to zweryfikuję. Naprawdę polecam bo nie dość, że fabuła jest idealnie trekowa, to jeszcze niesamowicie wciąga.