Sense8 – sezon pierwszy, recenzja.

Od wejścia Netflixa na polski rynek prawie rok zbierałem się do tego, aby obejrzeć ten serial. Z jednej strony wydawał się po prostu nie dla mnie. Lekkie science-fiction, które sprawiało wrażenie, że kierowane jest głównie dla nastolatków, gdzie bardzo niewiele jest science, ale sporo fiction. Z drugiej strony, za serial odpowiedzialne jest rodzeństwo Wachowskich, czyli twórcy kultowego Matrixa, ale też wielu gniotów jak Speed Racer czy Jupiter: Intronizacja. Do tego dochodziły całkiem niezłe oceny serialu. W końcu jednak się przemogłem i obejrzałem pierwszy i zarazem póki co jedyny sezon Sense8.

Przyznam, że po pierwszym już odcinku tytuł mnie dosyć mocno zaintrygował. Fabuła jest tak skonstruowana, że nie idzie się oderwać od ekranu. Kończąc jeden odcinek podświadomie klika się w Netflixie przycisk „Play next episode”. Z pozoru idea jest dosyć prosta i nie sprawia wrażenia, że mogłaby człowieka wciągnąć. Tytułowa ósemka, całkowicie przypadkowych ludzi rozsianych po całym świecie jest ze sobą telepatycznie połączona. Wydaje się to wręcz głupie a na pewno mało interesujące, ale jakoś to tu działa, a wszystko przez same postacie. Przez cały sezon z jednej strony poznajemy historie tych ludzi, z drugiej, jest też główny wątek, który sprowadza na całą grupę niebezpieczeństwo. Scenariusz jest jednak tak napisany, że zaczyna się widz przejmować tym, co się stanie z daną postacią.

W telepatycznym klastrze mamy chicagowskiego policjanta, kalifornijską transseksualną aktywistkę z ruchu LBGT, meksykańskiego aktora kina akcji, który ukrywa, że jest homoseksualistą, Islandzką DJ-kę, która robi karierę w Londynie i obraca się w szemranym towarzystwie, niemieckiego złodziejaszka, eksperta od włamywania się do sejfów, koreańską wiceprezes ogromnej tamtejszej korporacji, kenijskiego kierowce małego autobusu, wożącego pasażerów po Nairobi oraz młodą Indykę, która przygotowuje się do aranżowanego przez jej rodziców ślubu. Jak widać mieszanka jest dość wybuchowa, każda postać ma bardzo interesującą historię do opowiedzenia, a do tego wszystkiego dochodzą interakcje między nimi. Na początku bardzo nieświadome, wręcz przypadkowe. Później już zamierzone, najczęściej w postaci zwyczajnej rozmowy dwóch osób. Po prostu jedna z postać niejako odwiedza drugą i tak na przykład policjant ze Stanów Zjednoczonych zwiedza Londyn wraz z mieszkającą tam DJ-ką. Jednak to jest tylko jedna z form telepatii. Inną jest bezpośrednie wcielenie się w kogoś z grupy i tak na przykład, gdy kierowcy z Afryki grozi pobicie przez gang, w jego ciało wchodzi Koreanka, która jest mistrzynią Taekwondo i spuszcza łomot oprychom. Takich sytuacji jest mnóstwo, bo często poznając historię danego bohatera, często jest on w jakieś ciężkiej  sytuacji, gdzie z pozostałej siódemki może pomóc swoim doświadczeniem. Wszystko to naprawdę ze sobą gra, a do tego wszelkie sceny akcji są bardzo miłe dla oka – w tym akurat rodzeństwo Wachowskich jak zwykle nie zawodzi. Wszystko to jest przyprawione lekko klimatem przypominającym mi kultowy „Lost” J.J. Abramsa, gdzie poznawaliśmy ważne dla fabuły osoby dzięki flashbackom z przeszłości.

Mimo, że mi to nie przeszkadzało, to dla niektórych serial może się dłużyć, bo akcja potrafi zwolnić dosyć mocno. Jednak konstrukcja Sense8 jest jakoś tak zbudowana, że ogląda się to dobrze. Zastrzeżenie największe mam w tym serialu do czarnego charakteru – tak, bolączka fabularna ostatnich lat dotknęła również ten tytuł. Niejaki Mr. Whispers to oczywiście totalny mega-zakapior, a przynajmniej tak scenarzyści chcą  żeby widz myślał, ale przyznam szczerze, że w ogóle tego nie czułem. Był to dla mnie dosyć abstrakcyjny byt, którego działanie pchają fabułę do przodu, ale jego motywacja, umiejętności, zachowanie kompletnie nie grają z resztą serialu, a wyjaśnienie jak jest w stanie namierzyć kogoś o właściwościach telepatycznych wywołuje wręcz śmiech. Zgrzyta to wszystko niemiłosiernie i mam nadzieję, że w kolejnym sezonie będzie ten aspekt lepiej dopracowany.

Sense8 niewątpliwie pozytywnie mnie zaskoczył. Wprawdzie nie pomyliłem się, co do tego, że więcej tutaj fiction niż science i jeśli ktoś szuka cięższej fantastyki naukowej, to ten tytuł nie jest dla niego. Osobiście sam wolę produkcję z większym naciskiem na science-fiction, jednak tym razem bardzo przyjemnie mi się to oglądało. Poleciłbym każdemu, kto ma ochotę na serial wagi średniej w klimatach Lostów. Co może zniechęcać do Sense8 to zwolnienia akcji, o czym już wcześniej wspominałem. Ja z chęcią sięgnę po drugi sezon, który ma się pojawić na Netflixie jeszcze w tym roku.