Star Trek Enterprise: Babel One, United, The Aenar ? recenzja (odcinek 4×12,4×13,4×14)

Kolejna trylogia z cyklu „jak hartowała się federacyjna stal”. Tym razem mamy okazję lepiej poznać Andorian, Tellarytów i o dziwo Romulan. Jak ogólnie wiadomo, te dwie pierwsze rasy zostaną członkami założycielami niejakiej Federacji Zjednoczonych Planet, natomiast ta ostatnia jest i będzie ich zaciekłym wrogiem. W tej historii Romulanie wpadają na pomysł udawania statków wroga i atakowaniu ich sojuszników. W związku z tym na jednostkę tellarycką napadają Andorianie i odwrotnie. Na nieszczęście spiczastouszych akurat w pobliżu kręci się Enterprise, który skutecznie krzyżuje ich plany. Jest to bardzo interesująca trylogia, dowiadujemy się, ze Tellaryci są wyjątkowo uparci i kłótliwi a Andorianie potwierdzają swoja opinię o honorowych, potężnych wojownikach. Co ciekawe, okazuję się, że Andorianie mają białoskórych krewnych obdarzonych zdolnościami telepatycznymi. Romulanie zaś są, jak dla mnie, zbyt potężni. Technologia, którą dysponują, stawia ich jako potęgę w kwadrancie. Ciekawym zabiegiem scenarzystów jest to, że podstępne działanie romulańskie, które miało skłócić pozostałe potęgi w kwadrancie doprowadza pośrednio do tego, czego Romulanie obawiają, czyli powstania potężnego sojuszu. Świetna historia, która wprowadza nas w niuanse powstania Federacji. Dodatkowo scenarzyści pokazują nam skomplikowane relacje pomiędzy Tripem i T’Pol, co kończą mocnym akcentem, w postaci przenosin Tripa na inny statek. Świetna historia, doskonale się to ogląda. Polecam.