Star Trek Enterprise: Observer Effect ? recenzja (odcinek 4×11)

Ten odcinek jest świetny. Mówię to całkowicie bez ironii. Historia opowiada o pewnej rasie, która dawno temu porzuciła powłoki fizyczne a obecnie sprawdza nowo poznane rasy w bardzo interesujący sposób. Otóż stacjonują oni przy planecie na której jest śmiertelny wirus i czekają aż ktoś załogi się nim zarazi. Następnie obserwują reakcję załogi na zarażonych i w ten sposób podejmują decyzję o kontakcie z daną rasą. Dowiadujemy się na przykład, że Klingoni zestrzelili prom z wirusem od razu a Kardasjanie trochę odczekali zanim zlikwidowali zarażonych. Oczywiście, ludzie wymykają się wszelkim konwencjom w związku z czym zadziwiają tę starożytną rasę tak bardzo, że aż zaczęła ona rozważać ona pierwszy kontakt z ludźmi. Dlaczego uważam, że to świetny odcinek? Mamy tu tak naprawdę wszystko czego moglibyśmy oczekiwać od odcinka serialu Star Trek. Tajemniczą rasę, ludzi pokazanych jako honorowych, walecznych i gotowych do poświęceń. Co więcej mamy tu poruszony problem poznawania nowych ras (w jaki sposób najlepiej?), czy rzeczywiście najlepiej jest kogoś poznać w sytuacji ekstremalnej? A pod koniec scenarzyści zafundowali nam kwestię zmian. Kiedy należy je wprowadzać, po czym poznać, że nasze sposoby są przestarzałe? Gorąco polecam ten odcinek jest nie tylko ciekawy ale i pouczający.