Star Trek Enterprise: Daedalus ? recenzja (odcinek 4×10)

Tym razem scenarzyści fundują nam taki, spokojny, lekki odcinek w którym poznajemy twórce legendarnego wynalazku jakim jest transporter. Sama fabuła epizodu, kręci się zaś wokół jego syna który zaginął podczas używania wynalazku ojca. Teraz zaś jego protoplasta stara się go odzyskać. Nie będę was oszukiwał, nie jestem zachwycony tym pomysłem. Pokazano nam tu wielki umysł, który zostaje ogarnięty obsesją odzyskania syna więc oszukuje flotę, Archera i próbuje zamaskować swe poczyniania przed Tripem. Osobiście wolałbym, żeby ten naukowiec starał sie zrobić to o czym mówił czyli stworzyć potężniejszy transporter. Mógłby na przykład próbować i mimo niepowodzeń walczyć i dopiero na końcu się poddać. Byłoby to dla mnie ciekawsze, głębsze i bardziej ludzkie. Oczywiście ten odcinek nie jest zły. On jest nawet interesujący i na swój sposób wciągający. Co ciekawe pokazuje on, że Archer pochodził z rodziny z ciekawymi koneksjami. Tak więc odcinek trochę inny, zdecydowanie mniej akcji i lekko naciągany i (jak dla mnie) niepotrzebny pomysł który trochę przypomina mi pewien słynny odcinek serialu DS9. Mimo to warto go obejrzeć.