Star Trek Enterprise: The Forge, Awakening, Kir’Shara ? recenzja (odcinek 4×07,4×08,4×09)

Po trylogii „augmenckiej” scenarzyści postanowili iść za ciosem i dać kolejne trzy spójne części. Tym razem koncentrujące się na jednej z najsłynniejszych i najpopularniejszych ras w świecie Star Treka, czyli Wolkanach. Niestety ten tryptyk jest nieco słabszy od poprzedniego. W tamtym widzieliśmy historię mocno osadzoną w uniwersum z mocnymi przeciwnikami i świetnym kosmicznym tłem. Tym razem, mamy historię wymyśloną od podstaw z dość nijakim przeciwnikiem (dopiero pod koniec się dowiadujemy kto jest prawdziwym wrogiem) i nudnawym pustynnym tłem. Cała historia toczy się wokół Archera, który jak się okazuję zostaje wybrany, aby uzmysłowić naszym spiczastouszym przyjaciołom, że źle zrozumieli nauki legendarnego przywódcy, czyli Suraka. Oczywiście są tu dość mocne elementy jak choćby śmierć matki T’Pol czy eskalacja konfliktu wolkańsko-andoriańskiego i zachowanie Tripa w tej kryzysowej sytuacji. Niestety nudnawa, pustynna sceneria nie pomaga historii, a co do samej historii to moim głównym zarzutem jest zrobienie z Archera wolkańskiego bohatera. Jak dla mnie jest to lekkie przegięcie i powoli tworzenie z niego nadczłowieka. Przecież równie dobrze kartę Suraka mogła dzielnie dzierżyć T’Pol. Co zaś do samej końcówki… No cóż, wprowadzenie, jako głównych prowodyrów spisku Romulan jest trochę dziwne. Powstaje pytanie od jakiego czasu, Naczelne Dowództwo Wolkan było zinfiltrowane przez słynnych krewnych? I dlaczego główny przywódca tak pokornie słuchał przedstawiciela Imperium Romulańskiego? Jednak wbrew tym wątpliwościom te epizody ogląda się całkiem przyjemnie i nikomu nie dzieje się krzywda. Gdyby zaś, scenarzyści zdecydowali się poczekać z tą trylogią zamiast dawać nam ją zaraz po świetnej historii o Augmentach nie czulibyśmy tak boleśnie kontrastu. Mimo wszystko polecam.