Westworld – The Well-Tempered Clavier (sezon 1, odcinek 9, recenzja)

Jak przystało na dziewiąty odcinek niemal wszystkie główne wątki ostro pchnęły do przodu. Z resztą, na powolność toczenia się historii w Westworld nigdy narzekać nie było można.

Dla mnie, tradycyjnie już najważniejszym i najciekawszym wątkiem jest ten na zapleczu parku, czyli ponowna konfrontacja Bernarda i dr Forda. Natomiast kluczowa w tym wszystkim była postać Maeve, która w poprzednim odcinku trochę narozrabiała :-). W każdym razie, mamy kolejny odcinek i kolejnie rewelacyjna filozoficzna podróż przez rozważania na temat tego czym jest świadomość, czy dobrze jest pamiętać bolesne wspomnienia, ile warte są nasze wspomnienia i wiedza na temat tego kim tak naprawdę jesteśmy. Uwielbiam to w tym serialu i do tego będę najbardziej tęsknił, gdy pierwszy sezon się skończy. Do tego potwierdza się kolejna nasza PIFKOwa teoria na temat tego kim jest Bernard dla Forda.

Wątek Faceta w Czerni s potwierdza w zasadzie ostatecznie jego tożsamość i w zasadzie znów niewiele więcej mogę powiedzieć. Ważne jednak, że nasz podstarzały, wieloletni gracz uzyskuje kluczową wskazówkę na temat miejsca w którym znajduje się mityczny i upragniony Labirynt. Jest tutaj też zabawne puszczenie oczka do wielbicieli westernów – otóż Facet w Czerni w pewnym momencie znajduje się w klasycznej sytuacji znanej z kadrów niejednego filmu o Dzikim Zachodzie, dodam tylko, że dotyczy to konia, drzewa i sznurka zawiązanego na szyi 😛

Pozostaje jeszcze nam wątek Williama i Dolores, a w nim mamy powrót do akcji Logana. Wszystko to prowadzi do wyraźnej przemiany wewnętrznej Williama. Do tego dzieje się też coś z Dolores, która wydaje się mieć wciąż halucynacje i która ostatecznie dociera do ważnego dla niej miejsca. Ostatecznie dowiaduje się sporo na temat samej siebie i, co równie ważne, pokazuje wczesną historię parku oraz los samego Arnolda. Dzieje się tutaj dużo i są to bardzo istotne sceny dla fabuły całego serialu. Można spokojnie powiedzieć, że twórcy skutecznie podbili napięcie przed wielkim finałem.

‚Well-Tempered Clavier’ to przedostatni odcinek serii i można było się spodziewać, że sporo wyjaśni. Osobiście się nie zawiodłem, aczkolwiek kolejne dwie teorie jakie wysnuliśmy na PIFKOwych spotkaniach sprawdziły się. Można z jednej strony zarzucić Westworldowi przewidywalność, jednak nie zgodzę się z takim poglądem. Scenarzyści celowo podrzucali jakieś wskazówki, aby widzowie mogli się bardziej zaangażować w fabułę, przez co zabawa jest ciekawsza, a przynajmniej dla mnie faktycznie jest. Żal jedynie, że został tylko jeden odcinek do końca serii. Jest też obawa, aby finał nie spieprzył całego tak dobrze budowanego do tej pory serialu.