Star Trek Enterprise: Home ? recenzja (odcinek 4×03)

Spokojny odcinek pokazujący naszych bohaterów w chwilach wypoczynku, zaraz po zwycięstwie nad Xindii. Czy to jednak oznacza, że odcinek jest nudny? Wręcz przeciwnie, powiedziałbym, że jest ciekawy jak rzadko który. Weźmy na przykład Archera. Fajnie pokazano tu, jak wydarzenia z obszaru wpłynęły na jego postrzeganie świata. Archer jest tu trochę bardziej cyniczny, gwałtowny i przede wszystkim przekonany o potrzebie uzbrajania nowych statków floty. Niesamowita zmiana wobec kapitana z pierwszych sezonów, wierzącego w ideały i powtarzającego, że Enterprise to statek badawczy a nie wojenny. Przemiana tym bardziej prawdopodobna, że sami widzieliśmy jak coś w nim pęka podczas trzeciego sezonu. Z kolei Trip i T’Pol dzięki swej podróży pokazują nam piękno Vulcana a także, że nas spiczastousi przyjaciele lubią się mścić i szukać kozłów ofiarnych. Ciekawie też pokazano nam zdolność T’Pol do poświęcenia dla rodziny. Najciekawiej jednak moim zdaniem dzieje się na Ziemi podczas imprezowania w barze Reeda, Mayweathera i Phloxa. Atak na tego ostatniego mocno pokazuje ksenofobiczne nastroje na Ziemi chociaż nie specjalnie logiczne. Oskarżanie Załogę Enterprise, że to przez ich lot naszą planetę zaatakowali Xindii jest lekko bezsensowne bo akurat ich nie sprowokowali. no ale w sumie ciężko spodziewać się logiki po ksenofobach. Odcinek świeży i przyjemny. A co ważniejsze pozwala nam lepiej poznać ważne postacie. Polecam.