Star Trek Enterprise: Storm Front ? recenzja (odcinek 4×01,4×02)

Pierwsze odcinki czwartego sezonu to efektowne zakończenie wojny temporalnej. Cała akcja dzieje się w czasach drugiej wojny światowej, która dzięki machinacjom pewnej frakcji ze wspomnianej wojny toczy się trochę inaczej. Mianowicie Stany Zjednoczone zostały podbite przez nazistowskie Niemcy. W to wszystko miesza się Archer i dzięki zniszczeniu maszyny złej frakcji linia czasowa się wyrównuje a wojna temporalna się kończy. Napisałem, że zakończenie temporalnej wojny jest efektowne i jest to prawda. Samemu jej końcowi towarzyszą wybuchy, strzelaniny i śmierć wrogiego przywódcy. Jednak patrząc na całość tych dwóch odcinków jest jednak trochę słabo. Przede wszystkim cała historia nie daje rady i jest trochę nudna. Wprowadzono nam wroga, którego mamy nie lubić, ale praktycznie go nie znamy, a co gorsza pojawia się na ekranie bardzo krótko. Ciekawi też fakt, że skoro agenci temporalni nie dali rady Voskowi (tak się nazywa nasz główny antagonista), to dlaczego o wiele starszy Enterprise ma sobie poradzić? Oczywiście sobie poradził. Kolejna kwestia to zakończenie wojny temporalnej. Daniels stwierdza, że linie czasu się wyrównują, ale co ciekawe zmianie ulega tylko historia z dwóch ostatnich odcinków. Cała akcja z Xindi, mimo że również wywołana przez czasowe zawirowania, została taka, jaką pamiętamy. Również sam początek wyruszenia NX-01, który jak pamiętamy również miał związek z wojną temporalną. No! Ale żeby nie było, że odcinek jest mega tragiczny (bo wcale nie jest) napiszę też o pozytywach. Fajnie było zobaczyć podbite USA, a najciekawszy jest początek drugiej części „The Storm”. Widzimy tam Hitlera odwiedzającego Stany i wpatrzonego w Empire State Bulding. Dla tych paru scen warto się skusić i obejrzeć te dwa epizody. Po za tym akcja jest szybka i ogląda się to naprawdę przyjemnie. A skoro scenarzyści uznali, że czas skończyć z zimną wojną temporalną, to tym lepiej dla nas i zapraszam do czytania recenzji następnych odcinków o przygodach załogi kapitana Archera.