Star Trek Enterprise: Zero Hour ? recenzja (odcinek 3×24)

Ostatni odcinek trzeciego sezonu mnie osobiście rozczarowuję. Dużo jest w nim akcji, biegania, strzelania itp., ale oglądało mi się to ciężko i było (wbrew pozorom) lekko nudnawo. Sama akcja zniszczenia broni przewidywalna i schematyczna podobnie, jak misja zniszczenia kul. Sytuację w tym drugim przypadku uratowała scena z Phloxem dyktującym swój testament. Można było w niej poczuć prawdziwe zrezygnowanie i pogodzenie z losem. Z kolei, podczas misji Archera również dochodzi do pewnej sceny, która (jak dla mnie) ratuję cały odcinek. Chodzi mi o wejście Danielsa i przeniesienie naszego dzielnego kapitana w przyszłość, do momentu założenia Federacji. Scena mocna i ponownie scenarzyści starają się stworzyć spójne uniwersum. Szkoda tylko, że skoro na początku sezonu Daniels twierdził, że atak Xindii nie powinien się wydarzyć a nie został wykasowany, to nie zmienił przyszłości… Na sam koniec scenarzyści grają dość dobrą kartą każąc nam wierzyć, że kapitan Archer zginął podczas zniszczenia broni. Niestety, gdy tylko się okazuję, że załoga przeniosła się w czasie do drugiej wojny światowej (ciekawe kiedy, bo jeśli w momencie zniszczenia kul to nieśmiało chciałbym zauważyć, że podwozili ich potem wodne Xindii. No chyba, że oni również się przenieśli w czasie) scenarzyści nas uspokajają, że nasz dzielny wódz przeżył. Aż szkoda, że serial nie był kręcony w czasach, gdy postać umiera w jednym sezonie a dopiero w następnym „ożywa”. Tak czy owak skończyliśmy trzeci sezon i przed nami ostatnie odcinki dzielnej załogi NX-01.