Star Trek Enterprise: E? ? recenzja (odcinek 3×21)

Na moment przed końcem sezonu scenarzyści postanawiają po raz kolejny zwolnić. Tym razem biorą na warsztat mocno oklepany motyw, alternatywnych wydarzeń. Dokładnie rzecz ujmując w tym odcinku pojawia się drugi NX-01 który został cofnięty w czasie o ponad sto lat. Załoga cierpliwie czekała aż obecny NX przyleci, w międzyczasie zakładając rodziny i kombinując jakby przeszkodzić Xindii. Pora na pierwszy zarzut: przywódca drugiego NXa, potomek T’Pol i Tripa stwierdza, że mieli zamiar zniszczyć sondę i nie dopuścić do atak una Ziemie. Problem w tym, że nie ma to za bardzo sensu. Równie dobrze (a być może lepiej) mogli zaatakować Xindii podczas budowy broni i nie dopuścić do jej wysłania. Drugi zarzut to nędzna próba pokazania kogoś podobnego do Spocka, czyli osoby będącej po części człowiekiem a po części wolkaninem. Niestety konflikt wewnętrzny jest tu pokazany, delikatnie mówiąc, średnio. Z kolei na plus jest pomysł (mimo, że wtórny i to nawet w stosunku do samego Star Treka: podobną historię zobaczymy w DS9). Ciekawie jest zobaczyć potomków załogi i pewnie niejednemu widzowi zrobiło się przykro gdy usłyszał, że pewna postać nie znalazła partnerki. Również relacje pomiędzy Tripe a T’Pol nabierają rumieńców. Reasumując odcinek nie jest zły. Jeśli się przymknie oko na pewne głupoty to można się nieźle bawić go oglądając. Nie zmienia to jednak faktu, że jego zadaniem jest wyhamowanie akcji przed ostatecznym rozrachunkiem z Xindii.