Star Trek Enterprise: Azati Prime ? recenzja (odcinek 3×18)

Wreszcie!!! Enterprise dolatuję do Azati Prime czym odnajduję tajemniczą broń. Przy pomocy zdobycznego promu owadzich Xindi Trip z Mayweatherem wykonują rekonesans i ustalają, że szanse ma tylko misja samobójcza mająca na celu wysadzenie bomby i całego kompleksu. Na misję zgłasza się… kapitan Archer. A było już tak dobrze. No ja przepraszam ale naprawdę kapitan statku, który na dodatek wie od wysłannika z przyszłości, że odegra ważną rolę w historii decyduję się na samobójczą misje? Ja rozumiem, że taka jest tradycja trekowa, że na każdą misję leci kapitan ale to już przesada. Za to świetne wejście ma w tym odcinku Daniels i uwaga, uwaga Enterprise J. Serio uważam te sceny za genialne. Fajna jest również scena przesłuchiwania kapitana Archera przez gady. Pokazano w nich go jako twardziela którego nie tak łatwo złamać. Powrót Degry też na plus no i ciekawe nawiązanie do poprzednich odcinków. Zakończony przyzwoitym cliffhangerem odcinek uważam za mocną pozycję w tym sezonie i aż ciekawość bierze co będzie dalej. Zwłaszcza, że zostało jeszcze 6 odcinków i wszystko wskazuje na to, że czas „zapychaczy” się skończył.