Doktor Strange oczami załogantów klubu P.I.F.K.O.

Marvel Studios wypuściło kolejny film w swoim uniwersum, więc nie mogliśmy oczywiście ominąć takiej okazji i wspólnie wybraliśmy się do kina. Tym bardziej, że wszelkie recenzje były mocno optymistyczne. Czy „Doktor Strange” faktycznie jest taki dobry, jak o nim mówią? No cóż… Mamy na ten temat swoje zdanie…

Recenzja według Śmiecha

Przyznaję szczerze: uśmiałem się na seansie jak nigdy. Ilość i poziom złośliwości, którymi bohaterowie sobie nawzajem docinają jest całkiem niezła. Widać, że ktoś się nieźle wyżył w dialogach. No bo jak nie uśmiechnąć się, gdy złoczyńca widzący Strange’a po raz pierwszy nawiązuje taką rozmowę?

– Hello, Master…
– It’s doctor.
– Hello, Master Doctor…
– It’s Strange!!
– Yes. I know it’s strange.

Początek filmu, gdy nowi bohaterowie są dopiero przedstawiani, jest kapitalnie poprowadzona. Praktycznie nie ma dłużyzn, ciągle coś się dzieje, do tego dochodzi charyzma Cumberbatcha, który na prawdę jest świetnym aktorem i – nie oszukujmy się – gdy tylko pojawia się na ekranie od razu przykuwa uwagę i trochę spycha resztę obsady na bok. Widać, że wczuwa się w rolę, jego postać jest wredna, samolubna i złośliwa. Miodzio!

doctorstrange04

Akcja gna do przodu, sytuacja zmienia się co chwilę i przyznam, że nawet nie zauważyłem, kiedy minął spory kawał filmu. Problem, a w zasadzie problemy, pojawiają się mniej więcej pod koniec. Pierwszy z nich to paskudna przewidywalność. Nie wiem, czy to kwestia braku pomysłów ze strony Marvela, czy też ja jako widz zdążyłem się już przyzwyczaić do niektórych rozwiązań fabularnych, ale miałem wrażenie, że cały film jest robiony pod wcześniej przygotowany konspekt, a którego zrobiono już kilka produkcji. Bohater jest zarozumiałym dupkiem, a jednocześnie bogatym facetem i geniuszem w swoim fachu. W wyniku traumatycznego przeżycia musi zmienić swoją filozofię, uczy się jak pomagać innym w nowy dla siebie sposób i staje się dobrym bohaterem. Do tego dochodzi finałowa walka z kimś dorównującym mu możliwościami. Właśnie opowiedziałem w skrócie fabułę pierwszego Iron Mana, ale to dotyczy Doktora Strange’a i jeszcze kilku filmów z ostatnich lat. Nie wiem, czy żądam za dużo, jeśli poproszę o jakąś zmianę?

Kolejny kłopot to stare porzekadło mówiące, że jeśli w amerykańskim filmie w pierwszych scenach jest na ścianie powieszona strzelba, to na końcu na pewno musi wystrzelić. To samo mamy tutaj. Strange dostaje w pewnym momencie jeden artefakt i już w tym momencie wiemy, w jaki sposób pokona złoczyńców w finale. Nie ma tu absolutnie żadnego zaskoczenia, a to źle. Widz jest w stanie przewidzieć wszystko, a to powoduje, że końcówka może być trochę nudna.

doctorstrange03

No i wreszcie dla mnie osobiście największą bolączką jest brak logiki… Dlaczego nowicjusz bez większego przeszkolenia jest wysyłany samotnie na okrutnego wroga? Gdzie w tym momencie jest cała armia obrońców, którzy podobno bronią Ziemi przed mistycznym Złem? Dlaczego w jednej scenie czegoś się bohaterowi surowo zabrania, ale gdy ów złamie zakaz to nikt do tego już więcej nie wraca? Jakim cudem Strange w ciągu kilku minut wpadł na pomysł pozbycia się wszelkiego zła, podczas gdy przez tysiące lat wielu przed nim nie pomyślało o pewnej oczywistości?

A końcówka… Ech… Główny zły mógł w banalny sposób pozbyć się Strange’a, ale ponieważ scenariusz wymagał, by dobrzy wygrali, więc Złoczyńca Przed Którym Drżą Światy dał się oszukać jak dziecko… A wystarczyło nie zabijać Strange’a, tylko go uwięzić na wieczność. To boli…

Świetnie się na filmie bawiłem. To wspaniała komedia. Problem w tym, że pod fasadą akcji, śmiechu i wspaniałej gry Cumberbatcha kryje się zwykły przeciętniak. (Choć i tak o klasę lepszy od filmów DCEU…) 🙂

Recenzja według Wookiego

W zasadzie ciężko mi dodać coś nowego i oryginalnego do tego, co już napisał Śmiecho. Podobnie jak mój przedmówca w kinie bawiłem się przednio. Humor w filmie był pode mnie skrojony – idealne wyważenie dobrych i trafnych dialogów ze szczyptą slapsticku, który mi tutaj jakoś bardzo pasował. Do tego mój ulubieniec, czyli Wong – strażnik biblioteki w świątyni magów (nie pamiętam jak się nazywała i szczerze mówiąc w cale mi na tym nie zależy 😛 ). Podobała mi się też walka w potężnym De…cośtam, którego nazwy też nie zapamiętałem, zabawna, ale zdaję sobie sprawę, że dla osób, którzy bardziej siedzą w komiksach i MCU może ona bardzo wkurzać. Mówiąc krótko nie bawiłem się tak w kinie od czasów Deadpoola. Kolejnym i ostatnim plusem filmu jest też rewelacyjny Benedict Cumberbatch, który robił co mógł, żeby podnieść jakość tego filmu.

doctorstrange05

Problem w tym, że humor i rewelacyjny aktor nie wystarczą, żeby Doktor Strange był solidnym tytułem. Scenariusz leży – standardowy szkielet produkcji Marvela, za pięćsetnym razem już trochę się nudzi i sam fakt, że teraz mamy zabawę magią nie wystarczy żeby pokazać po raz kolejny tak naprawdę tę samą historię. Do tego problem co raz poważniejszy moim zdaniem we wszystkich mainstreamowych filmach amerykańskich – tragiczny vilain. Mikkelsen to była totalna pierdoła, a o De…cośtam nawet nie wspomnę, bo szkoda mojego i waszego czasu. Po prostu totalna porażka. Z resztą pozostałe postacie poboczne oprócz wspomnianego Wonga i Christine to też jakiś żart. Tilda Swinton jako Przedwieczny mnie zwyczajnie w świecie rozczarowała, a Mordo mógłby w zasadzie nie istnieć. Do tego przewidywalność, wydłużone i niepotrzebne sceny, brak logiki…

Słowem podsumowania jest to niestety najgorszy film, na jakim byłem w kinie w tym roku. Dobrze się bawiłem, jeśli miałbym oceniać Doktora Strange jako komedię na pewno dostałby ze dwa oczka wyżej. Jednak myślę, że twórcy tego tytułu nie chcieli z niego zrobić czystej komedii, a i kaliber problemu w nim przedstawionego jest jednak cięższy niż np w Deadpoolu lub Ant-manie, zatem do oceny musiałem podejść surowiej. Niestety sam Cumberbatch i humor nie byli w stanie wymazać wszystkich grzechów tego filmu, dlatego moja ostateczna ocena to 5/10.

Recenzja według Mavisa

W zasadzie film można podsumować w jeden sposób: Benedict Cumberbatch robi ten film. Wiem że to kolokwialne określenie nie jest gramatycznie poprawne, ale lepszego sposobu nie wymyśliłem. Aktor doskonale pasuje do tej roli, zarówno pod względem fizycznym, jak i wczucia się w rolę. Można powiedzieć że znowu pokazał klasę. Niestety przez cały film miałem wrażenie, że fabuła momentami za bardzo skupia się na tej postaci, tzn. akcja jest tak poprowadzona, iż bohater nie ma innego wyboru jak pokazać swoje możliwości… Co niestety prowadzi do absurdów typu: szkoła czarodziejów do której Doktor Strange niepostrzeżenie przybywa, zwiedza jej wszystkie pomieszczenia, po czym pojawiają się wrogowie… przeciwko którym staje samotny obrońca. Rozumiem, gdyby powiedzieli widzowi, że mają niedobór w kadrze, ale to by stało w sprzeczności z licznymi adeptów magii czy innymi placówkami, gdzie możemy spotkać magów w większej ilości.

doctorstrange06
Osobiście uważam, że w pewnym momencie twórcy przekombinowali z humorem (scena z peleryną), po której stwierdziłem, że po co nam magowie, skoro możemy rzucić do walki magiczne przedmioty? (Tu pewnie najskuteczniejsze okazały by się sztylety, shurikeny i inna biała broń).

Co do wizualnej strony filmu, to muszę powiedzieć, że robi wrażenie… Niestety niektóre efekty mogą się kojarzyć z Incepcją i jest to bardzo słuszne skojarzenie. Jako widz wziąłem te sceny jako rozszerzenie tamtych efektów specjalnych. Jednak grzebiąc w dostępnych materiałach odszukałem recenzję, w której autor porównywał film z oryginalnym komiksem z lat 60-tych. Gdzie na kartach komiksu były przedstawione te i inne sceny, które mogliśmy podziwiać w filmie. Tak więc mogę przypuszczać , iż twórcy Incepcji zaczerpnęli swoją inspirację z Doctora Strange`a; jednak dla przeciętnego widza będzie to wrażenie odwrotne. Niestety obraz spóźnił się pod tym względem z premierą i nie jest przez to tak niepowtarzalny.

Co do reszty fabuły, to Kaecilius/Mikkelsen nie popisał się w ostatniej walce, gdyż fabularnie nie był głównym złoczyńcą; co było słabe. Z kolei jeśli chodzi o postać Mordo, to miałem wrażenie, że twórcy nie przedstawili do końca więzi przyjaźni, jaka miała się pojawić między nim a Strangem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę scenę po napisach, w której poznajemy kolejnego przeciwnika Doktora… którym jest waśnie Mordo – cóż kłania się schematyczność fabularna.)

Na koniec dodam, że film wprowadza do świata Avengers magię i w końcu wątek główny (czyli dotyczących kamieni – jakby ktoś już zdążył zapomnieć) zostaje popchnięty do przodu.

Film oceniam jako dobry czyli 7/10 – tak, tak, wiem, że w mojej opinii w większości opisałem co jest słabością filmu, jednak tak jak koledzy świetnie się na nim bawiłem, a pozytywów już nie duplikowałem.

Recenzja według Bartasa

Dużo osób chwali ten film. Sporo się nim zachwyca. Ja jednak uważam, że jest to film zły. Utwór ten jest wydmuszką, tworem który jasno pokazuję, że wystarczy jeden dobry aktor i efekty specjalne aby zarobić na tym, nie boje się tych słów, filmidle. Skąd takie ostre słowa? Przede wszystkim to co powiedzieli moi przeciwnicy czyli scenariusz „geneza nr 5” co jeszcze bym przełknął gdyby nie totalne bzdury, głupoty i błędy logiczne w tymże. Chcecie przykłady? Proszę bardzo: święte miasta w których wybudowano wieki temu Sanktuaria: Hong Kong(!!) Nowy Jork (!!!!) i Londyn. Przeciwnik atakuje nowojorskie Sanktuarium dlatego jest tam tylko jeden gościu, Przedwieczna stwierdza, że nigdy nie mogła spojrzeć w przyszłość dalej niż ta chwila, po to, żeby za chwilę opowiedzieć o przyszłości Doctora. A to tylko wycinek wszystkich głupot. Oprócz tego slapstick czyli żarty w stylu Flipa i Flapa, no po prostu masakra. Nie twierdzę, że na seansie się nie śmiałem. Pytanie tylko czy poszedłem na film o superbohaterze czy na parodie (a film niebezpiecznie zbliża się do tego miana). Poza tym muszę poruszyć jeszcze jedna kwestię. O czasu nomen omen Khana w wykonaniu Cumberbatcha, nie widziałem w kinie porządnego przeciwnika. W Doktorze Strange’u jest moim zdaniem, jeszcze gorzej. Mikkelsen nie tylko jest mdły, nie tylko mówi przez cały film trzy zdania na krzyż. Na bogów starych i nowych my nawet nie wiemy o co mu chodzi!!! Koleś stwierdza, że rozwali tarczę Ziemi, żeby podbił nas jakiś tam twór z kosmosu. Problem  w tym, że  nie wiemy co go do tego skłoniło. Co więcej jest on tak bezpłciowy, tak nudny, że ciężko się nim przejmować. Innymi słowy osobiście uważam, że ten film się nie udał studiu a jedno co warte było zauważenia to nowa czołówka studia. Jeżeli ktoś uważa inaczej, serdecznie zapraszam na nasze spotkania gdzie chętnie na ten temat podyskutuje. Kto wie, może ktoś mnie przekona, że się mylę?

doctorstrange02

Oraz mały żarcik na koniec Naszych recenzji: